sobota, 3 stycznia 2015

Rozdział 1 (Dialogi itp. po polsku będą pisane kursywą).
                   Drogi pamiętniku! 31.03.2014r.
Hej! Jestem Ross Shor Smith! Mam 12 lat i chodzę do 6 klasy szkoły podstawowej. Oceny mam jak przeciętny uczeń w moim wieku. Za dobre to one nie są... Niestety podstawówka jest połączona z liceum i gimnazjum... Nikt w szkole nie lubi naszej klasy... Uczniowie z innych klas przyjaźnią się z wszystkimi, ale nie my... Nauczyciele mówią, że nasza klasa jest najgorszą klasą i mamy najwięcej uwag. Mają trochę racji... Mieszkam w Polsce chyba od urodzenia. Umiem równie dobrze mówić po Angielsku, jak i po Polsku. Mam dwa owczarki niemieckie Lunę i Max`a. Mam młodszą o rok siostrę Lily, mamę Monikę i tatę Piotra. Jestem w połowie Amerykaninem, w połowie Polakiem, bo mój tata jest Amerykaninem choć ma Polskie imię, a mama to Polka. Uwielbiam grać na gitarzę, tańczyć i śpiewać. Choć śpiewać nie umiem. Mój kolega z klasy ostatnio powiedział: ,, Że, jeżeli śmiech to zdrowie, to z moją klasą będę żył wiecznie``. Zgadzam się z tym w 100 procentach. Mam dziewczynę Karolinę. Nie chodzi ze mną do klasy. Wszystkich moich kolegów interesuje sport, ale ja wolę muzykę. Nie wyobrażam sobie, że za parę miesięcy będę się musiał rozstać z moją klasą. Ehh... Muszę się jeszcze trochę pouczyć, bo jutro mamy ten test szóstoklasisty... Masakra.
                                           Twój Ross :)
Zamknąłem pamiętnik i zszedłem na dół, bo moja mama wołała mnie na kolację. Usiadłem do stołu wraz z moją rodziną. Dziwiło mnie zawsze to, że ja mam blond włosy, a wszyscy w mojej rodzinie mają brązowe.
-Jak tam w szkole Ross?- Spytała moja mama.
-Dobrze.
-Dobrze powiadasz?- Spytał mój tata.
-No tak...
-To ciekawe... W tym tygodniu zostaliśmy 6 razy wezwani do szkoły, a jest dopiero środa Ross!
-Za co?! Ja byłem grzeczny!
-Grzeczny powiadasz... Czy ktoś grzeczny robi takie rzeczy:
1) Kłóci się z nauczycielem, że 100 : 100= 0?
2) Rzuca papierem toaletowym w starszych kolegów?
3) Całuje dziewczyny przerwach?!
4) Przykleja nauczyciela do krzesła?! Serio Ross?!
5) Mówi o TYCH rzeczach na lekcji i się z nich śmieje?!
6) Moje ulubione: Ross wziął linijkę z dziurką i do tej dziurki włożył długopis, następnie wystrzelił nim w tablicę?!- Tata skończył czytać listę.
-Yyy... Tak?
-Ehh... Ross... Ja wiem że Ty się nie zmienisz, bo to taki wiek. Spróbuj się choć trochę opanować. Dobrze?
-No dobra...
-Jak napiszesz jutrzejszy test na więcej niż 30 pkt. to mamy z tatą niespodziankę dla Ciebię.
-Jaką?
-Jak dobrze napiszesz to się dowiesz.
-Ehh... Dobranoc.- Powiedziałem i poszedłem do siebie do pokoju. Zacząłem się uczyć. Nim się obejrzałem była już 4:30. Postanowiłem pójść spać. Wstałem pół godziny później, bo miałem nastawiony zegarek. Wszedłem do łazienki, wykąpałem się, bo wieczorem się nie myłem. Ubrałem białą koszulę, czarne spodnie, czarny krawat i czarne conversy. Wziąłem potrzebne rzeczy i wyszedłem do szkoły z domu, po drodze zgarnąłem kanapkę. Po skończonych testach miałem jeszcze 7 lekcji, czyli wychodziło na to że w szkole siedziałem do wieczora. Pierwsza lekcja to polski. Całą lekcje przerabialiśmy lekturę. Masakra. Druga lekcja to matma. Jeszcze gorzej… Ale miałem plan… Weszliśmy do klasy i usiedliśmy na swoich miejscach. Pani zaczęła zmazywać tablicę, ale gąbka była sucha…
-Niech pani ją zmoczy!- Krzyknąłem.
-Co mam włożyć?!- Odkrzyknęła, a cała klasa wybuchła śmiechem. Nasza klasa jest trochę zboczona lekko mówiąc, a pani od matematyki dość głucha… No ale co zrobisz? Nic nie zrobisz…
-Ma pani zmoczyć gąbkę!- Krzyknął ktoś do niej. Podeszła do kranu i go odkręciła. Woda nie leciała. Po 5 minutach z rury pod umywalką wyprysła woda oblewając całą matematyczkę. Ona wyszła tylko oburzona z klasy i zawołała woźnego. Zanim on posprzątał minęła cała lekcja. Wyszliśmy na korytarz i teraz miał być angielski. Na szczęście… na przerwach byłem nieobecny. Gdy weszliśmy do klasy pani dała nam jakieś kartki i zaczęła mówić…
-Słuchajcie! To co teraz dostaliście to kartki na wymianę szkolną! Nasza szkoła bierze udział w takiej wymianie z Ameryką, a konkretniej Los Angeles, z Niemcami, Finlandią, Włochami i Francją! Kto by chciał jechać?! Pojedzie tylko 10 osób do każdego z tych krajów z szóstych klas, które najlepiej zdadzą test! Jak ktoś jest chętny na jutro ma mi przynieść podpisaną kartkę przez obojga rodziców i napisane na niej państwo do którego chce pojechać! Czy wyraziłam się jasno?!- Na angielskim jesteśmy podzieleni na grupy. Jak ja i reszta chłopaków ma angielski, to dziewczyny mają w-f i na odwrót.
-Tak!- Krzyknęli wszyscy i pani nagle wyszła z klasy rozmawiając przez telefon. Po chwili wróciła i oznajmiła:
-Kto ma komórki dzwoni po rodziców! A kto nie ustawia się tu w kolejce! Mają po was przyjść!- Krzyknęła, a ja zadzwoniłem szybko po mamę. Po 10 minutach przyszła moja mama po mnie i jeszcze przez chwilę rozmawiała z panią od angielskiego.
-Co się stało?- Spytałem wsiadając do samochodu.
-Ktoś ponoć podłożył bombę pod waszą szkołę. Dzieci w całej Polsce są ewakuowane ze szkół.- Oznajmiła dojeżdżając do domu. Szybko dojechaliśmy, bo do szkoły miałem zaledwie 2 lub 3 km.
-Zacznij się pakować.
-Czemu?
-Bo jedziemy w góry. Zdałeś test na 35 pkt, więc to jest ta niespodzianka.
-To super!- Krzyknąłem i wysiadłem z samochodu. Poszedłem do siebie do pokoju i zasnąłem ponieważ całą noc ślęczałem nad książkami. Gdy się obudziłem była 19:00... Trochę mi się przysnęło...
-Kiedy kolacja?
-O Ross! Wstałeś! Kolacja będzie za 10 minut. Zacząłeś się już pakować?
-Nie...
-To lepiej zacznij.
-Kiedy wyjeżdżamy i na ile?
-Dzisiaj o 3 w nocy i jedziemy na tydzień.
-Super! Idę się pakować!- Krzyknąłem i pobiegłem do siebie do pokoju spakować się. Miałem ,,malutki" problemik z wybraniem rzeczy... No tak, ciuchów mało nie miałem... I teraz pytanie: Co wybrać?
Spakowałem większość ciuchów zimowych. I mama zawołała mnie na dół. Nie miałem ochoty na ten wyjazd, bo okazało się że jedziemy tam na trzy tygodnie. Trzy tygodnie bez towarzystwa.
Zajebiście po prostu... Zszedłem na dół z walizką.
-Mamo. Ja nie chcę jechać.
-Nie marudź.
-A gdzie Lily?
-Lily nie jedzie.
-Że co?! Jeszcze powiedz że nie jadę na zieloną szkołę!
-Bo nie jedziesz.
-Zajebiście kurwa!
-Coś ty powiedział?! Oddawaj telefon!
-Mam jeszcze laptopa i telewizor!
-Jak odetnę internet to na nic Ci laptop! I masz zakaz telewizji! A teraz do samochodu! Już!- Krzyknęła moja mama. Wsiadłem do samochodu. Gdzie czekali już na mnie rodzice.
-Ross... Karolina z tobą zerwała przez sms`a.
-Super.
     ~Rodzina Lynch... Oczami Rydel~
Hej! Jestem Rydel Mary Lynch. Mam 14 lat. Mieszkam z rodzeństwem i rodzicami w L.A. Mam 3 braci Rikera, Rockyego, Rylanda i przyjaciela Ellingtona. Chodzę do drugiej klasy gimnazjalnej.
-Hej mamo!- Krzyknęłam wchodząc do domu.
-Hej córciu!
-Co robisz?
-Śniadanie.
-Śniadanie!? Przecież jest 12:30!
-Ale twoi bracia jeszcze nie wstali.
-Ehh... Idę ich pobudzić.- Wiedziałam jak wszystkich od razu ściągnąć z łóżka. Oczywiście Ell u nas nocował.
-Chłopaki idę na randkę! Pomocy! Nie mam się w co ubrać!- Krzyknęłam z korytarza i nagle wszyscy wybiegli ze swoich pokoi.
-Co?!
-Nigdzie nie idziesz!- Zaczęli się przekrzykiwać wystraszeni. A ja nie mogłam wyrobić ze śmiechu. Dosłownie tarzałam się po podłodze.
-Z czego się śmiejesz?!- Krzyknął Rocky.
-Ja nie idę na randkę! Hahha. Chciałam was ściągnąć z łóżek! Hahah!... Śniadanie... Hahah... Na dole... Hahahha...- Zeszłam na dół z resztą i zaczęliśmy się zajadać naleśnikami. Po skończonym posiłku chłopcy poszli oglądać filmy, a ja z mamą posprzątałam.
-Mam dla Was niespodziankę!- Krzyknęła moja mama wchodząc do salonu ze mną.
-Jaką?!- Krzyknęli wszyscy razem.
-Jedziemy z moją przyjaciółką z Polski w góry Tatry!
-Kiedy?- Spytałam.
-Dzisiaj wieczorem! O 20:00 mamy lot, więc się pakujcie!- Krzyknęła i poszła z powrotem do kuchni, a wszyscy się zerwali do pakowania walizek.
       ~Narrator... Dom Lynchów~
Wszyscy się pakowali. Stormie wyszła na patio i zadzwoniła do kogoś. (S=Stormie)
S: Halo?
K: Cześć Stormie. Co tam chciałaś?
S: O 20:00 mamy lot i w końcu będzie im trzeba powiedzieć...
K: Tylko jak? I pytanie jak to zniosą?
S: Szczerze to nie wiem... Może z nami pojechać przyjaciel moich małp?
K: No pewnie... Ja nie mam nic przeciwko.
S: Okey. To ja kończę. Do zobaczenia na miejscu.
K: Do zobaczenia.- Stormie się rozłączyła. Dochodziła 19:00.
-Chodźcie musimy już jechać!- Krzyknął Mark i wsiedli po chwili wszyscy do samochodu. Po 30 minutach dojechali na lotnisko. W samolocie cały czas się wygłupiali, albo spali. Gdy wylądowali pojechali prosto do domku w górach w którym mieli się zatrzymać. Rodzina Smith już tam była.
                    ~Oczami Rossa~
Na miejscu już się rozpakowałem. Podczas jazdy zerwała ze mną dziewczyna. I nagle ktoś zadzwonił do drzwi. Zszedłem na dół zobaczyć kto to.
-Monika! Jak ja Cię dawno nie widziałam!
-Stormie! Ja Ciebie też. To jest Ross, ma 12 lat. A to jest Stormie.
-Miło mi...- Powiedziałem beznamiętnie.
-Mi również. Mów mi ciociu, lub Stormie. A to jest Riker, Rydel, Ellington, Rocky, Ryland i mój mąż Mark... Którego gdzieś wcięło...
-Pewnie poszedł gdzieś z Piotrem. To jest mój syn Ross. Ross nie mówiłam ci, ale Lynchowie zostają tu z nami.
-Chyba sobie ze mnie jaja robicie?!
-Wyrażaj się Ross! Nie wiem co w Ciebie wstąpiło!
-Pomyślmy... Zerwała ze mną dziewczyna... Nie chciałem tu przyjechać.
Zabrałaś mi telefon, tablet, odcięłaś TV i internet... Lily tu nie musiała przyjeżdżać.
Zostałem prawie wywalony ze szkoły przez jakichś 16 letnich gnojów! I mówisz mi że nie pójdę do gimnazjum tam gdzie reszta mojej ukochanej klasy! A do tego nie mogę pojechać na zieloną szkołę! Coś musi być w tym nie tak... Nie wydaję Ci się?!- Wydarłem się i pobiegłem do pokoju, gdzie się zamknąłem i się rozpłakałem... Usłyszałem pukanie do drzwi.
-Czego?!
-Mogę wejść?- Usłyszałem jakiś dziewczęcy głos.
-Nie!- Wydarłem się przez łzy, ale ten ktoś nie posłuchał i tak tu wszedł.
-Wyjdź!
-Porozmawiajmy...
-O czym?! O tym jak mam beznadziejne życie?!
-Nie. Jestem Rydel.
-Aha.
-A ty Ross?
-Tssaa...
-Zależało Ci na tej dziewczynie?
-Co Cię to?!
-Bo nie jestem jak moi bracia i się interesuję...
-Ile masz lat?
-14.
-To możesz se iść!
-Czemu?
-Bo wszystkie 14 latki chcą zawsze tylko się czegoś dowiedzieć, żeby później się z kogoś wyśmiewać!
-To może w Polsce, bo ja taka nie jestem.
-Taa... Akurat!
-Słuchaj Ross... Chciałam się z Tobą dogadać...
-Ehh... Tak.
-Ale co ,,tak"?
-Tak. Zależało mi na niej...
-Ehh... Ja bym zrobiła wszystko żeby mieć chłopaka...
-Czemu nie możesz mieć? Ładna przecież jesteś...
-Mam braci którzy nie dopuszczą do mnie nikogo.
-Patrz! Mnie dopuścili!- Krzyknąłem, a dziewczyna się roześmiała.
-Widzę, widzę...- Powiedziała po czym mnie przytuliła.
-Idziemy na dół? Obiad czeka.-  Spytała.
Ja tylko pokiwałem twierdząco głową i zeszliśmy na dół.
-Idzie nasz zakochaniec!- Zaczął się ze mnie naśmiewać jakiś najstarszy blondyn.
-Dziewczyna mnie rzuciła!!! Potnę się gąbką!!!!- Dołączył jakiś rok starszy ode mnie brunet.
-Nie, bo mydłem!- Krzyknął jeszcze starszy brunet.
-O Boże! Mama zabrała mi telefon!- Krzyknął jakiś młodszy ode mnie i udawał płacz.
-O nie! Nie pojadę na zieloną szkołę!!!- Zaczęli się tak przekrzykiwać, a ja pobiegłem do pokoju. Usiadłem w kącie i zacząłem płakać. Po chwili udało się mi usłyszeć jakieś wrzaski Rydel z dołu. Nagle zadzwonili do mnie koledzy ze skypa. Odebrałem.
-Hej!- Wykrztusiłem.
-Te Ross płakałeś?!
-Co?! Nie!
-Jasne, jasne...
-Co tam chcieliście?
-Jak tam u ciebie?
-Dobrze...
-A jak tam u ciebie naprawdę?- Spytał, a ja opowiedziałem mu wszystko po kolei, jak było.
-Współczuję...
-Nie ma czego... Oprócz tego że utknąłem z tymi dryblasami tutaj na 2 tygodnie...
-Wiesz, że tak jakoś nudno bez ciebie na lekcjach?
-Serio?
-No. Nauczyciele się cieszą, że tak spokojnie teraz jest.
-To ja mam plan...
-Jaki?!
-Przestawcie wszystkie zegary w szkole o godzinę do tyłu. Nauczycielom też będzie trzeba poprzestawiać, ale widziałem że w pokoju nauczycielskim po lekcjach nauczyciele je tam zostawiają, a telefonów nie biorą. Przyjdźcie na 6:00 i przez tą godzinę poprzestawiajcie te zegary... Nauczyciel przyjdzie na 7:00 myśląc że jest ósma i też tak możecie ustawiać w nieskończoność. Jak chcecie to ustawcie zegary inaczej, ja tylko podsunąłem pomysł...
-To nie głupie... Na pewno skorzystamy... Trzeba coś zrobić by nauczyciele nas zapamiętali...
-Hahah. A żebyś wiedział...
-My musimy już kończyć... Pa.
-Siema.- Powiedziałem i się rozłączyłem. I pytanie co teraz ze sobą zrobić? Postanowiłem zejść na obiad. Siedziała tam tylko Rydel.
-Hej Rydel!
-Hej Ross.
-Zostało coś dla mnie?
-Pewnie. Siadaj.
-Gdzie reszta?
-Poszli na narty.
-A ty czemu nie poszłaś?
-Nie chciało mi się. Chcesz iść ze mną po obiedzie na łyżwy? Gram z chłopakami w hokeja.
-Nie. Nie chcę wam zawracać głowy...
-Idziesz i koniec!
-No dobra...
-To Ja idę się przebrać.
-Okey.- Powiedziałem, a Rydel sobie poszła. Dokończyłem jeść obiad i poszedłem się przebrać. Gotowy zszedłem na dół i poszedłem z Rydel na lodowisko. Tam była już reszta jej rodzeństwa.
-Hej Rydel! Po co Go tu przyprowadziłaś?
-Bo tak. To jest Riker. Jest od ciebie cztery lata starszy. To jest Ellington, jest w moim wieku. To jest Rocky, jest rok od ciebie starszy. A to jest Ryland, dwa lata od ciebie młodszy.
-Jestem Ross.
-Wiemy.- Burknął Rocky i zaczęliśmy grę. Byłem w drużynie z Rydel i Rockym. Rydel poszła na bramkę.
-Blondynek! Jak nie umiesz grać to sobie idź!- Wydarł się najstarszy i graliśmy dalej.
-On w ogóle grać nie umie!
-Nie, bo On nie umie jeździć na łyżwach!
-Przecież to blondyn!- Nie powiem że nie było mi przykro. Zjechałem z boiska ze łzami w oczach. Przebrałem buty i szedłem przed siebie nie zwracając na nic uwagi. Doszedłem do domku i wszedłem do środka. Na szczęście nikogo nie było. Poszedłem do siebie i wyjąłem swoją gitarę Lunę z pokrowca. Pod nią leżała karteczka z moją piosenką, skończoną w 1/4. Zawsze granie na gitarze poprawiało mi nastrój, ale stwierdziłem że pójdę się wykąpać. Wziąłem piżamę i poszedłem do łazienki. Wszedłem pod prysznic i umyłem głowę. Gdy skończyłem ubrałem piżamę, umyłem zęby i poszedłem do salonu, wszyscy już tam byli.
-Ross co się stało?- Spytała moja mama.
-Nic...
-Przecież widzę że płakałeś.
-Nic się nie stało.
-Masz mi powiedzieć!
-Bo co mi zrobisz?! Chyba mogę mieć tajemnicę!- Krzyknąłem i poszedłem do siebie do pokoju. Nie wiedziałem co ze sobą zrobić. Przecież nie pójdę spać, bo jest dopiero 19:00. Bolała mnie głowa od płaczu. Zszedłem na dół po tabletki, wziąłem je i wodę i wróciłem do pokoju.
Wziąłem jedną i połknąłem. Zaraz po tym położyłem się spać. 

                                                         Notka!!!
Pierwszy rozdział. I jak? Jakoś mnie natchniło i postanowiłam założyć nowego bloga. Prologu nie ma, bo męczyłam się z 2 godziny nad napisaniem prologu. I to wszystko poszło na marnę. Nie potrafię pisać prologów...
KOMENTUJESZ=MOTYWUJESZ

1 komentarz:

  1. Szczerze... Nietypowy pomysł. Pierwszy raz spotykam się w odpowiadaniu z takim małym Ross'em jak i pozostałymi. Szacuneczek :)
    I jeszcze plus za Suzi tak jak w moim opowiadaniu. ;D
    Czekam na następny rozdział.
    Całuski :*
    Zuza

    OdpowiedzUsuń