wtorek, 10 lutego 2015

"Let's Not Be Alone Tonight" - nowy singiel R5 + ważna wiadomość

 O to co Riker opublikował na tumblr dla całej R5family :)

Tłumaczenie:

Zobacz .. chodzi o to ... musimy zdjąć nasze ubrania(żartuję, i dziękuję tym z was, którzy to dostali ;)

    Tak czy inaczej .. "Let's Not Be Alone" wychodzi w piątekSuper nabuzowany!
Wiem, że piosenka wyciekła jakiś czas temu do internetu, jednakże nie jest to końcowa wersja. Nadal mieliśmy coś do dokończenia i sprawienia, by była lepsza. Więc z tym co powiedziałem, mam nadzieję, że wam się spodoba"


   Druga sprawa, jestem pewny, że wszyscy chcieliby usłyszeć piosenkę w radiu. Dlatego, dlaczego też nie pospamować do stacji radiowych?  

   Jako, że premiera w TEN piątek, w poniedziałek wszyscy zaszalejmy i proponujmy "Let's Not Be Alone Tonight" wszystkim lokalnym stacjom radiowym. Mam na myśli, wręcz bądźmy nienormalni! Tweetujcie, piszcie, dzwońcie, piszcie emaile, nieważne, byleby wkurzyć wszystkie stacje haha. Wiem, że możemy sprawić, by piosenka była na topie :D  
Wierzę w was, moja droga rodzinko, POKAŻMY KTO RZĄDZI! Możemy być słabszymi, ale pokażemy im co mamy!

Album jest coraz bliżej każdego dnia i nie mogę się doczekać, aby zobaczyćwszystkich podczas trasy w tym roku !!!

-riker


  No to chyba już każdy wie co robimy w                               poniedziałek!
Zobaczyłam ten post na jednym z blogów i postanowiłam pomóc licząc na to, że parę osób to zauważy ;) Tak więc pomóżcie! Odkryjcie swój talent... do wnerwiania ludzi! Rmf fm, radio zet nie mają z nami szans! Hahahah!!!! Przegrają tą bitwę na spam! Wierzę w was! Znaczy Riker w nas wierzy! Więc tak jak mówi! Wysyłajcie e-maile, tweetujcie! Nawet dzwońcie! Zaraz podam linki do kontaktu ze stacjami, tam nawet są numery telefonów! Pokażmy że zależy fanom z Polski! Podajcie dalej i publikujcie tę wiadomość na swoich blogach!
                               A tu linki do stacji:
http://www.rmfmaxxx.pl/strony/kontakt
http://www.radiozet.pl/Kontakt#_=_
http://www.rmf.fm/radio/kontakt.html#_=_
http://www.eska.pl/decyduj
http://www.4fun.tv/kontakty.html


A to blogi z których wzięłam informacje:
http://crazy-stupid-love-opowiadanie-o-r5.blogspot.com/
http://rosslynchfunclub.blogspot.com/

Dajmy się znowu zauważyć! To jest w poniedziałek!

                           

poniedziałek, 9 lutego 2015

Mój drugi blog ''Opowiadanie o R5'' Co dalej?

No właśnie... Co dalej? Mam dwie propozycje, to Wy zdecydujcie ;)
1) Będę dalej pisać tamtego bloga tak jak dotychczas, ale rozdziały będą rzadziej.
2) Połączę oby dwa blogi. Czyli: Things Are Looking Up będzie dalej funkcjonował  rozdziały będą tu częściej. Nie będę dodawać rozdziałów na ''Opowiadanie o R5''. Tylko ta akcja co się tam wydarzyła wydarzy się kiedyś na Things Are Looking Up. Wtedy ten blog będzie o wieeellee dłuższy. Wydarzy się tutaj ta akcja co na drugim blogu, ale w swoim czasie. Jak bohaterowie dorosną. Mam nadzieję, że wiecie o co mi chodzi.
Piszcie w komentarzach którą opcje wolicie. Ja osobiście chyba 2, ale to już od was zależy. W razie jakichś niejasności piszcie w komentarzach :D
Pozdrawiam <3
~Suzi

czwartek, 5 lutego 2015

Akcje Polish R5 Family

Drogie siostry i drodzy, każdego 5 dnia miesiąca jest dzień 
R5ers i w tym dniu (kto ma Twittera) daje jeden post z hasztagiem‪#‎daypolishr5family‬ i pisze po angielsku lub ewentualnie po polsku za co kocha R5 albo jak ich poznaliście... Mam nadzieję, że dużo osób weźmie w tym udział, bo w sumie całkiem fajna akcja ;)
I jeszcze jedna!!! Według mnie ważniejsza!!!

WAŻNE -> 5 lutego akcja na twitterze! (Dzisiaj!!)

 
Dzisiaj mija rok od koncertu R5 w Warszawie.
 To wtedy spełniły się nasze marzenia i właśnie z tej okazji nasza polska R5Family robi wielki spam w ramach podziękowań. 

Spamujemy hasłami:

NIE MOŻE SIĘ OBEJŚĆ BEZ TWOJEJ POMOCY !!!

POKAŻMY, że nam zależy, dajmy się zauważyć!

czwartek, 15 stycznia 2015

Rozdzi4
Gdy skończyłem pisać piosenkę zagrałem ją całą.
Tak powstała piosenka ,,without you``.
-Masz talent!- Usłyszałem i odwróciłem się stała tam moja mama.
-Dzięki.
-Napisałeś sam tą piosenkę?
-Tak.
-Słuchaj Ross. Wróciliśmy wcześniej, bo musimy już wracać.
-Czemu?!
-Ponieważ nie opłaca się tu siedzieć. Ty jeździsz na wózku.
-Mam się spakować?
-Tak.- Odparła moja mama i wyszła z mojego pokoju. Przy pakowaniu miałem łzy w oczach. Nie wyobrarzam sobie życia bez Rydel. Ona jest dla mnie jak starsza siostra. Zawsze doradzi, pomoże jak masz problem. W szkole mam przyjaciół, ale Jej będzie mi naprawdę brakować. Cały czas tak rozmyślając w końcu się spakowałem. Zeskoczyłem na jednej nodze do salonu, gdzie byli wszyscy.
-Kiedy wyjeżdżamy?- Zapytałem.
-Pojutrze rano.- Odparła moja mama.
-Zaraz będzie kolacja, nigdzie nie idź.- Oznajmił mój tata, a ja usiadłem na kanapie pomiędzy Rikerem, a Rydel. Ciągle nie daje mi spokoju to, dlaczego chłopaki mnie nie lubią. Mam już tego serdecznie dość, że nie mogę się odezwać w obawie, iż mnie wyśmieją.
-Czemu Ross tak cicho siedzisz?- Spytała Stormie. Zapomniałem wspomnieć, że wszyscy cały czas gadają, a ja siedze cicho jak mysz pod miotłom.
-Nieważne.- A co ja miałem jej powiedzieć? Że nie odzywam się dlatego, bo pani synowie mnie nie lubią i cały czas mnie przezywają!? No właśnie...
-Ross. Co się ostatnio z tobą dzieje? Stałeś się nagle taki cichy.- Odparł mój tata.
-Nic się nie dzieje.- Mówiłem spokojnie, ale czułem, że zaraz wybuchnę.
-Ross... Wiesz, że możesz powiedzieć nam wszystko.
-No i?!
-To, że masz nam powiedzieć.
-A co ja mam wam do cholery mówić?! Spytajcie się Ich!- Wykrzyknąłem pokazując na chłopaków i doskakałem do siebie. Jak mnie ten wózek wnerwia! Idę się pociąć...
.
.
.

.
.

.
.

.
.
.
.
.
.
.
.
.
.
.
.
.
.
.
.
.
.
.
.

.

.
.
.
.
.
.
.
.
.
.
.
.

.
.
.
.
Gąbką...
      ~W tym samym czasie na dole~
Wszyscy siedzieli cicho patrząc na siebie zszokowani.
-Więc może Wy nam chłopcy powiecie co dzieje się z Rossem?- Spytała Stormie.
-Bo. Bo. Bo my ostatnio byliśmy dla niego troszkę wredni...- Wyjąkał Riker.
-Trochę?! Czyli wyśmiewanie się z wszystkiego co robi Ross jest `troszkę` wredne?!- Wydarła się Rydel. Kochała ich, ale musiała to powiedzieć. Winni spuścili głowy.
-Dzieci. Czy to prawda co mówi Rydel?- Spytał Mark.
-Tak.- Szepnął Ell.
-Zawiodłam się na Was...- Powiedziała Stormie.
-Wiemy...- Odparli chórem.
-Dlaczego nie lubicie Rossa?- Oni tylko wzruszyli ramionami i gdzieś poszli.
                   ~Oczami Rikera~
Zawaliłem na całej lini. Jestem najstarszy. Nie wiem czemu nie lubię Rossa. Nawet Go nieznam. Powinienem nie oceniać książki po okładce. Idziemy Go właśnie przeprosić. Wszedliśmy do jego pokoju, a zobaczyliśmy tam jak Ross gra na gitarze i coś śpiewa. Ma talent. A jak sam to napisał... Gdy skończył postanowiłem się odezwać.
-Sam to napisałeś?- Zapytałem, a On podskoczył.
-Od kiedy Wy tu jesteście?- Spytał ignorując moje pytanie.
-Dość długo. Sam napisałeś piosenkę?- Wróciłem do pytania.
-Tak...- Szepnął jakby się wstydził, ale nie dziwię się mu.
-Masz ogromny talent.- Powiedział Rocky.
-Dzięki?
-On ma rację.- Odparliśmy z Ratliffem w tym samym czasie. Ross się lekko uśmiechnął.
-Dziękuję. Po co tu przyszliście?- Zapytał.
-Chcieliśmy się z tobą pogodzić.
-Nadal chcecie czy chcieliście?
-Młody! Bo jak ja będę Cię łapał za słówka!- Krzyknąłem, a wszyscy się zaśmiali.
-Tooo.... Zgoda?- Spytał Ell.
-Jasne.
-Gramy w butelkę? Mam ochotę się na kimś wyżyć- Spytał Rocky i zatarł złowieszczo ręce.
-O-O-Okey...- Wyjąkałem niepewnie. Z doświadczenia wiem, że zadanie od Rockyego będzie ciężkie. Usiedliśmy w kółku i zawołoliśmy jeszcze Rydel. Pierwszy kręcił Ross. Wypadło na Ella.
-No to Ratliff... Prawda, czy wyzwanie?
-Prawda.
-Czy chodzisz z Rydel?- Zapytał, a wszyscy odwrócili wzrok na niego.
-Nie.- Zaprzeczył pewnie. Ell trafił na Rylanda.
-Prawda.- Powiedział od razu.
-Jak chcesz. Twoja ostatnia wpadka o której nikt nie wie.
-Jak mus, to mus. Pocałowałem ostatnio nie tą dziewczynę co trzeba...- Odparł, a wszyscy wybuchnęli śmiechem. Ryland zakręcił i wypadło na Rydel.
-Wyzwanie.- Jakaś nowość... Rydel zawsze bierze pytania. Nie to, że mam coś przeciwko.
-Masz pocałować Ella. Ale jakbyś Go nie widziała z rok.- Odparł, a wszystkim szczeny opadły. Moja siostra całowała się już z Ellem jakieś 2 minuty. Nagle usiadła na nim okrakiem. Tego już zawiele! Podszedłem do nich i dałem Ellu z pięści w nos.
-Co Ty sobie kuźwa wyobrażasz?! Zaraz zaczniecie się bzykać tutaj może co?!- Wydarłem się. Nie za bardzo przemyślałem słowa. Powinienem co niektóre ominąć ze względu na Rossa, Rylanda i nie wiem czy Rocky o TYM wie.
-Riker zostaw Go! To moja wina! Riker...- Mówiła zapłakana Rydel, po czym pobiegła do siebie. Właśnie dotarło do mnie co zrobiłem. Straciłem siostrę i być może najlepszego przyjaciela. Jak Rydel ma z kimś być to z Ellem, bo mu najbardziej ufam.
-Przepraszam... Ja... Ja nie chciałem... Poniosło mnie... Mam nadzieje, że kiedyś mi wybaczysz...- Powiedziałem i chciałem iść, ale Ratliff wstał i mnie zatrzymał.
-Riker. Wszystko w porządku. Jakbym miał młodszą siostrę też bym tak zareagował. Nie masz mnie za co przepraszać, nie jestem na ciebie zły. Jak już kogoś ma przepraszać, to ja cię za moje zachowanie. Powinieneś przeprosić Rydel.
-Ell. Jesteś najlepszy. I mnie nie też nie masz Idź sobie nos zabandażuj.
-Okey.- Na koniec przytuliliśmy się i poszłem do Rydel. Siedziała na  balkonie i płakała. Jak ona tam wytrzymała? Na dworze jest z może -2 lub -3. Podszedłem do niej i otuliłem ją swoją bluzą.
-Przepraszam Cię...
-Nie jestem na ciebie zła. Wybaczę Ci jak Ci Ell wybaczy.
-Już wybaczył.
-Jesteś trochę nadopiekuńczy.
-Troszczę się o Was.
-Wiem... Kocham Cię.
-Ja ciebie też. Czyli już nie ma focha?
-Nie ma.
-To się cieszę.
-Szkoda, że tak szybko jedziemy. Polubiłam Rossa. Traktuję Go jak brata.
-Po spędzeniu parę chwili z nim stwierdzam, że jest w porządku.
-Wracamy?
-Chodź.- Odparłem i wtuleni w siebie poszliśmy do pokoju Rossa. Usiedliśmy w kółku i z powrotem graliśmy. Teraz kręcił butelką Rocky. Każdy się modlił, by na niego nie wypadło. Najgorsze jest to, że gramy teraz tylko na wyzwania. Wypadło na mnie! Aaa!!!! Co ja mam teraz zrobić?! Cholera!!!!
-No to drogi braciszku... Nie będe wredny.- U... Coś nowego?
-Masz się rozebrać do bokserek, wybiec na śnieg. Podbiec do jakiejkolwiek dziewczyny i ją czule pocałować w usta. Masz też powiedzieć do niej: ,,Hej piękna. Idziemy do łóżka, bo mi już trochę zimno, a wierzę, że Ty mnie rozgrzejesz``.- O. Ja. Pierdolę. On nie był wredny?! Ja się chyba przesłyszałem... Rozebrałem się do bokserek i wyleciałem na ulicę. Pocałowałem jakąś dziewczynę i powiedziałem co miałem powiedzieć. Nie uwierzycie co ona zrobiła! Zaciągnęła mnie za rękę w krzaki i usiadła na mnie okrakiem. Oczywiście do niczego nie doszło... Było tak blisko... Zabije Rockyego! Właśnie wszedłem cały czerwomy i przemarznięty. Mama dała mi koce i poszedłem się położyć do siebie. Nie mogłem zasnąć. Nie tyle z zimna, co z wyrzutów sumienia. Miałem wyrzuty, bo zepsułem Rossowi wyjazd w góry. Okazało się, że jest naprawdę fajny. Mam nadzieję, że jeszcze kiedyś się spotkamy. Nagle poczułem ciepłe ręce głaszczące mnie. Odwróciłem się i zobaczyłem tam Rydel.
-Mama zrobiła Ci herbatę. Coś cię gryzie.
-Skąd wiesz?
-Widzę. Znam cię Riker nie od dziś. Wiem jak się zachowujesz jak coś ci jest, a jak wszystko jest w porządku. Chcesz o tym pogadać?
-Męczą mnie wyrzuty sumienia...
-W związku z...
-W związku z tym, że wcześniej wyzywaliśmy Rossa i zmarnowaliśmy mu cały wyjazd. Ross to fajny chłopak.
-Bo sobie coś pomyślę!
-Nie w takim sensie!
-Gadałam z nim przed chwilą i powiedział, że się cieszy z pogodzenia z wami.
-Ulżyło mi. Mam nadzieję, że się jeszcze z nim spotkamy.
-Też mam taką nadzieję...
-Rydel.
-Hm?
-Powiedz mi prawdę.
-Jaką?
-Nic ci nie zrobię. Z góry ostrzegam. Czy czujesz coś do Ella?
-Nie. Tak. Nie wiem...
-Powinnaś z nim porozmawiać.
-Chyba cię coś boli! A ty?! A wy?! Moi nadopiekuńczy braciszkowie?!
-Jak już masz mieć chłopaka to Ella, bo mu najbardziej ufam, ale jak cię skrzywdzi nie będzie litości.
-Jesteś kochany, ale to chłopak powinien zrobić pierwszy krok. A jak mnie wyśmieje?! A jak nasza przyjaźń wtedy się zniszczy?!
-Rydel... Chłopaki się cieszą jak to dziewczyna zrobi pierwszy krok. Znam bardzo dobrze Ella i on nie mógł by cię wyśmiać. On taki Rydel nie jest!
-Łatwo ci mówić. Tak przyznaje podoba.mi się Ellington Lee Ratliff!- Wykrzyknęła.
-Naprawdę?- Spytał Ell wchodząc do mojego pokoju.
-To się narobiło.- Powiedziałem. Rydel momentalnie wybiegła. Wstałem i pobiegłem za nią, a Ell stał tam próbując sobie wszystko przetrawić. Znalazłem ją w jakimś parku skuloną na ławcę i płaczącom.
-Rydel chodź do domu. Jest zimno.
-Ja tam nie wracam! Teraz Ratliff o wszystkim wie! Jak ja się do niego odezwę?! Jak ja mu mam spojrzeć w oczy?!
-Ell napewno cię nie wyśmieje. Pogada z tobą o tym na spokojnie.
-Ale ja nie chcę o tym gadać!
-Riker... Zostawisz nas samych?- Usłyszeliśmy nagle Ella. Bez słowa odeszłem.
                   ~Oczami Ella~
Czeka mnie teraz trudna rozmowa z Rydel. Jak znalazłem Rikera i blondynke poprosiłem go żeby nas zostawił. Usiadłem na ławce obok Rydel.
-Słuchaj Delly... Ja ci się tylko podobam, czy coś do mnie czujesz?
-Sama nie wiem... A ty?
-Sam nie wiem...
-Nie przedrzeźniaj mnie!
-Hahah...
-Co sądzisz o Rossie?
-Będzie mi go brakować. Fajny chłopak...
-No kolejny?! Co ja samych pedałów znam?!
-Nie o to mi chodziło! Mam nadzieję, że jeszcze kiedyś się spotkamy.
-Fajnie by było... Teraz nie wyobrażam sobie życia bez niego.- Zaczęliśmy się z Rydel do siebie przybliżać.
                        !!Notka!!
Rozdział krótki pisany na telefonie! Jak myślicie Rydel i Ell się pocałują? Czy będą razem? Czy Lynchowie i Ratliff spotkają się jeszcze kiedyś z Rossem? Sama jeszcze nie wiem ale mam już w połowie plan na next! Miała być inna końcówka, ale nie zmieściło mi się :(
KOMENTUJCIE!!!

                  
              

piątek, 9 stycznia 2015

Rozdział 3
-Delly?
-Tak?
-Czy twoi bracia i Ell dla ciebie też tacy są?
-Nie... Oni są wspaniali... Zawsze pomogą... Nigdy cię nie zostawią w potrzebie... Troszczą się... Nie wiem dlaczego ciebie tak traktują.
-To masz fajne rodzeństwo. Co tam u ciebie?
-Dobrze...
-Delly? Co jest?
-Nic...
-Przecież widzę.
-Ehh... Chłopak mnie zaprosił na randkę...
-To super!
-Daj mi dokończyć.
-Okej.
-No to zaprosił mnie na randkę, ale jak powiem moim braciom to nici z tego...
-Dlaczego ci nie pozwalają chodzić na randki?
-Bo nie chcą żeby mnie ktoś zranił.
-Pomogę ci.
-Ale w czym?
-Będę cię krył.
-Serio?! Zrobiłbyś to dla mnie?!
-No pewnie. 
-Kocham cię! Oczywiście jak brata.
-Też cię kocham, ale jak siostrę. Chociaż nie jesteśmy spokrewnieni genetycznie...
-Ross... Rodzina to może i osoby spokrewnione genetycznie, ale to także osoby które cię zawsze wesprą... Pomogą w trudnych chwilach...  Będziesz mógł im zaufać... I będziesz mówił im wsystko... Ja wiem, że nie jesteśmy rodziną,.ale ja cię traktuję jak brata. Tak samo jak Ella.
-Też cię traktuje jak siostrę. Ile mniej więcej potrzebujesz czasu na umalowanie się? I gdzie i kiedy idziecie na tą randkę?
-Do jakiejś eleganckiej restauracji na 15:00. I potrzebuję ok. 20 minut.
-To masz 45 minut. Mam pomysła!
-Jakiego? Pomysła?!
-Czemu nie?
-Głupi!
-Głupsza!
-Głupszy!
-Głupsiejsza!
-Głupsiejsza?! Ross ty analfabeto!
-No co?
-Nic, nic... To powiesz w końcu jaki masz pomysł?
-Ja wybiorę ci jakiś strój, a ty w tym czasie zrobisz sobie makijaż.
-Nie dzięki.
-No proszę! Proszę, proszę, proszę, proszę! PROOOOOOSZĘ!!!
-No dobra! Ile nam zostało czasu?
-35 minut. Leć się malować!- Krzyknąłem, a Rydel już nie było. Wszedłem do jej pokoju i nie miałem pojęcia gdzie co ma. 
-Gdzie masz sukienki?!
-Pod łóżkiem, w pódełku!- Odkrzyknęła, a ja wlazłem pod łóżko po pudełko. Było na nim napisane ,,Na specjalne okazje''. Otworzyłen je i było tam tak na oko z 25-20 sukienek. Wybrałem tą:

-Delly! Zostało ci 15 minut!
-Przynieś mi tą sukienkę!- Powiedziała, a ja zaniosłem jej do łazienki sukienkę. Wróciłem do jej pokoju i czekałem na nią.      
Gdy weszła wytrzeszczyłem oczy na szerz i otworzyłem szeroko buzię. Musiałem wyglądać jakoś tak:

Tylko włosy miałem normalne. Chyba...
                     ~Oczami Rydel~
Weszłam.do pokoju, a Ross stał z otwartą paszczą i ogromnymi oczami, a ślina mu ciekła po brodzie.
-Ross? Bawisz się w buldoga?
-Ross?
-Ross?!
-Ale jesteś piękna...
-Emm... Dziekuję?- Nie wiedziałam co wtedy mówić. Wyglądał jak buldog ze ślinociekiem.
-Wszystko w porządku?- Spytałam zaniepokojona.
-Jak najbardziej skarbie...
-Słucham?!
-Nie mów słucham, bo cię wyrucham... Chociaż i tak to zrobię...
-Ross! Do jasnej cholery! Zaczynam się ciebie bać!
-Przelecę cię na tym biurku, choć jak chcesz to możemy na łóżku...
-Ja pierdole! Ross!- Krzyknęłam i dałam mu z liścia.
-Ała! Co?!
-Ty wiesz co powiedziałeś?
-Nie za bardzo... Czasami mam takie odloty... A co?
-Posłuchaj sobie tego! Ja muszę już iść! Pa!- Dałam mu dyktafon i zeszłam na dół. Miałam na sobie kurtkę, żeby niczego nie widzieli. Na stole zauważyłam kartkę. Pisało na niej, że chłopaki gdzieś poszli. Już łapałam za klamkę jak poczułam uścisk na ramieniu. Wiedziałam, że coś za łatwo poszło, a ta kartka to haczyk. Niech to szlag! Odwróciłam się powoli i zobaczyłam Rossa. Kamień spadł mi z serca... Ale miałam teraz wyrzuty sumienia, że zostawiam go samego.
-Przepraszam... Powinienem się trochę opanować, ale czasem tak mam i nie wiem co mówię...
-Hej! Nie smutaj! Nie przepraszaj. Dziękuję.
-Za co?
-Za to, że mi pomagasz. Za to, że jesteś. Mam wyrzuty sumienia...
-Bo?
-Bo muszę cię zostawić samego.
- Leć i baw się dobrze! Ryland jest w domu.
-Niech ci będzie. Obiad masz w lodówce. Pa.- Powiedziałam i go przytuliłam. Wyszłam na dwór, a tam już czekał Szymon. 
-Mam być o niego zazdrosny?
-O kogo?
-O tego blondynka co się do niego przed chwilą tuliłaś.
-Jak tam chcesz.
-Idziemy?
-Pewnie.- Powiedziałam i poszliśmy do restauracji. Usiedliśmy przy jakimś stoliku. 
-Co chcesz do jedzenia?- Spytał gdy podeszła do nas kelnerka.
-Emm... Ja poproszę danie z kaczką i sałatkę mix.
-Dobrze. A pan?
-Ja poproszę to samo.- Powiedział i uśmiechnął się do mnie szeroko, a ja odwzajemniłam uśmiech.
-Ślicznie wyglądasz.
-Dziękuję. Dobrze mówisz po Angielsku. Jesteś Polakiem?
-Tak. A ty?
-Nie. Amerykanką.
-Ile masz lat jeśli można wiedzieć?
-14. A ty?
-15.
-Wyglądasz na starszego.
-A na ile lat?
-Nie wiem. Tak może z 17, 16
-Ty też wyglądasz na starszą. Na jakąś 17 latkę.
-Serio?! 
-No.- Powiedział i kelner przyniósł zamówienia.
-Opowiedz coś o sobie.- Powiedział.
-Nazywam się Rydel Mary Lynch. Mam 14 lat. Mam trzech braci. Mieszkam w Littelton. Gram na pianinie. Chodzę do studia tanecznego. Mój ulubiony kolor to różowy. Mam nadopiekuńczych braci.
Chodzę do 2 klasy gimnazj...- Nie dokończyłam, bo zobaczyłam Rikera, Rockyego i Ella wchodzących do restauracji.
-O cholera.- Powiedziałam cicho, ale on nie usłyszał. Zaczęliśmy się do siebie zbliżać. Nie wiem czy chcę go pocałować, ale coś mnie pcha do niego. Gdy złączyliśmy nasze usta w pocałunku przez przypadek strąciłam szklankę. Nie przejmowaliśmy się tym i coraz bardziej pogrążaliśmy się w pocałunku. Nagle ktoś nas od siebie odepchnął. Domyśliłam się kto to. 
-Co ty Rydel robisz do jasnej cholery?!- Krzyknął Ell.
-Całuje się ze mną.- Odpowiedział za mnie Szymon.
-Zamknij się gnoju!- Krzyknął na niego Riker.
-Skąd wiecie, że tu przyszłam?
-Nie wiedzieliśmy. Przyszliśmy tu na obiad.- Odpowiedział Rocky. Riker złapał Szymona za koszulkę.
-Jeszcze raz ją tkniesz, a będzie po tobie! Kapiszi!?
-T-T-Tak.
-Rydel do domu!
-Nie!
-W tej chwili!
-Nie debilu!
-Wypierdzielaj do domu ty idiotko!- Krzyknął na mnie łapiąc mnie ślnie za nadgarstki. Nie wiedziałam jak on mógł mnie tak nazwać... Własny rodzony brat. Już wiedziałam jak się czuje Ross. Wybiegłam z płaczem z restauracji. Gdy doszłam do domu zobaczyłam kartkę. Było na niej napisane:
Ryland poszedł na mecz hokeja, a ja (Ross) poszedłem, a raczej pojechałem się przejść.
                                         Ross :)
Nagle zadzwonił do mnie telefon. Na wyświetlaczu widzniał napis MAMA.
Odebrałam: ( J- Ja, M- Mama.)
J: Halo?
M: Cześć słonko. Co się stało?
J: Byłam w restauracji na randce i pocałowałam się z chłopakiem, ale niestety widział to Rocky, Riker i Ell. Riker do mnie powiedział żebym wypierdalała do domu i nazwał idiotką.
-Już nie płacz... Połóż się, a ja sobie z nim poważnie porozmawiam. Z resztą też.
-Dziękuję. Pa.
-Pa.- Powiedziała moja mama po czym się rozłączyła. Poszłam do swojego pokoju i padłam na łóżko. Było mi już trochę lepiej. Ale jak sobie o tym przypomniałam znów ryczałam jak małe dziecko. Ktoś wszedł do mojego pokoju. 
-Co się stało?- Spytał. Domyśliłam się, że to Ross i się nie myliłam.
-Idź...
-Nie. Chcę się z tobą dogadać.
-Ty papugo mała.
-Widzisz? Ja zawsze wiem jak poprawić humor! Randka się nie udała?
-Było super...
-To co się w takim razie stało?- Spytał, a ja opowiedziałam mu wszystko. Przytulił mnie jak skończyłam mówić.
-Dupek.- Odparł tylko.
-Kto?
-Riker.
-Hah.
-I co teraz zamierzasz zrobić?
-Nie wiem... A ty jak się czujesz?
-W sensie?
-Złamanej nogi, skręconej ręki, rozcięć i złamanego nosa.
-Już nie boli mnie nic.
-To super.
-Tylko jak się położę to mnie plecy bolą. 
-Wreszcie leki na znieczulenie zaczęły działać.
-Szkoda, że dopiero teraz...
-Zjadłeś obiad?
-Tak.
-Powiedz coś o sobie.
-Moim ulubionym kolorem jest żółty. Mieszkam w Warszawie. Lubie grać na gitarzę. Mam młodszą dwa lata siostrę. Dziwi mnie to, że ja mam blond włosy, a reszta mojej rodziny ma brązowe. Wolę muzykę, od sportu.
-Aha. Ja już ci mówiłam wcześniej o sobie. Która godzina?
-18.
-Dopiero?
-No.- Nagle do pokoju wparował Rocky, Riker i Ratliff. Rocky miał wielkiego białego pluszaka z napisem ,,I love you``, Ten pluszak jest od niego większy?! Riker trzyma w ręcach wielki bukiet z różowymi różami. Ell ma ogromną bombonierę.
-Rydel przepraszam. Przepraszam za te słowa. One wyszły tak same z siebie pod wpływem złości. Wybaczysz nam?- Spytał Riker. A każdy do mnie podszedł i dał mi prezent.
-Jesteście uroczy. Ale ta sytuacja ma mi się więcej nie powtórzyć! Jasne!
-Tak!- Krzyknęli razem.
-Jedziemy do sklepu. Jedziesz z nami?- Spytał Rocky.
-Mogę. Ross też chcesz jechać? 
-Nie.- Powiedział i wyjechał na wózku z mojego pokoju. Pojechałam z chłopakami do sklepu.
                    ~Oczami Rossa~
Oni pojechali do sklepu, ja nie miałem ochoty. Dostałem sms`a. Na nim było zdjęcie Karoliny i jakiegoś typka całujących się. Wziąłem gitarę i postanowiłem dokończyć piosenkę.

I jak? Mi się za bardzo nie podoba... Przepraszam za błędy ortograficzne. Jutro albo w niedzielę dodam jeszcze rozdział. Miałam tyle do napisania i wszystko mi wypadło z głowy... Ehh... Jak tam w szkole? Jedyną zaletą u mnie w szkole jest moja klasa... Nie wiem co bym bez moich przyjaciół zrobiła... Wszyscy w szkole są... Jakby to ująć? Hmm... Nudni? Tak to dobre określenie. Jej! Mamy tytuł najgorszej klasy w szkole! Co za zaszczyt! No nie mam weny na notkę... Proszę was o komentowanie! Nawet kurde najprostsze : Czekam na next. Przecież nie trzeba mieć konta, zawsze można z anonima... KOMENTUJESZ=MOTYWUJESZ
P.S
Następny rozdział będzie dłuższy. Jak wolicie krótsze to piszcie w komach. Zawsze mogą być krótsze.
   

wtorek, 6 stycznia 2015

Rozdział 2
~W tym samym czasie na dole... Oczami Rydel~
-My dzieciaki wychodzimy.- Oznajmiła moja mama i poszła z resztą dorosłych.
-Chłopaki? Dlaczego nie jesteście mili dla Rossa?
-Tej blondynki co ciągle beczy?- Spytał Ell.
-Tak.
-Nie wiem. Tak jakoś. Wkurzający jest.- Powiedział spokojnie Rocky.
-Jesteście okropni...- Powiedziałam i poszłam do Rossa. Biedaczek już spał. Nie mogłam patrzeć jak on cierpi przez moich głupich braci, był dla mnie jak brat.
Podeszłam do niego i pocałowałam Go w czoło. Poszłam do swojej łazienki. Po wykąpniu się poszłam spać. Obudziłam się o 7:00. Dla mnie to normalne. Zeszłam na dół i w kuchni zobaczyłam Rossa. Podeszłam do niego i Go przytuliłam.
-Nad czym tak rozmyślasz?- Spytałam.
-Nad wszystkim... Nad twoim rodzeństwem... Nad życiem... Nad jego sensem...
-Ross... Życie zawsze ma sens...
-Nie w moim przypadku...
-Zawsze go ma...
-Może masz rację...
-Ja zawsze mam rację.
-Nie śmie w to wątpić...
-Ej!
-No co?
-Sarkazm?
-Maybe...
-Zmieniając temat... Lubisz jeździć na nartach?
-No pewnie! A Ty?
-Jasne! Rodzice się pytali czy chcemy iść dzisiaj na narty.
-To ja na pewno idę...
-Ja też...  Chodź zrobimy śniadanię.
-Oki, ale co zrobimy?
-Naleśniki?
-Super!- Krzyknął Ross i zaczęliśmy dla wszystkich przygotowywać śniadanie.
Po jakiejś godzinie skończyliśmy. Ross już zaczął jeść, a ja poszłam wszystkich pobudzić. Gdy wszyscy już usiedli do stołu zapadła cisza.
-Chcielibyście iść dzisiaj na narty?- Spytała Monika.
-Tak!- Krzyknęli wszyscy razem.
-To zjedźcie śniadanie, ubierzcie się i zbiórka przed domem.- Oznajmił mój tata.
Zjadłam śniadanie i poszłam do siebie się ubrać. Zeszłam z powrotem na dół gdzie czekała już reszta. Najpierw podzieliliśmy się na grupy. Ja byłam z moim rodzeństwem, Ellem i Rossem. Poszliśmy na stok. Ross w ogóle się nie odzywał. Pewnie chciał pominąć kłótni... Właśnie mieliśmy wsiadać na wyciąg. Riker jechał z Rylandem. Rockliff jechał razem, a ja jechałam z Rossem.
-Umiesz jeździć na nartach?- Spytałam.
-T-T-Tak...- Odparł trzęsącym się głosem.
-Masz lęk wysokości?
-Tak...- Szepnął.
-Nie wstydź się... Chodź tu do mnie!- Powiedziałam i przytuliłam go. Całą drogę jechaliśmy wtuleni w siebie. Gdy zsiedliśmy Ross powiedział:
-Dziękuję.
-Nie ma za co.
-A ty umiesz jeździć?
-Tak. To co jedziemy?
-Oczywiście.- Powiedział i ustawił się.
-Ej! Rose! Ścigasz się?!- Spytał się go Riker.
-On ma na imię Ross.
-Jak zwał, tak zwał... Ale nie ze mną, tylko z Rockym.
-Eee... Okej.- Powiedział po chwili. Chłopcy się ustawili.
-Start!- Krzyknął Ryland. Zaczęli zjeżdżać. Ross jak był prawię na mecie nie zauważył leżących tam sanek i się o nie potknął robiąc fikołki. Wszyscy do niego zjechaliśmy. Zwijał się z bólu.
                    ~Oczami Rossa~
Ścigałem się z Rockym i wjechałem w sanki jakiegoś bachora. Wszystko mnie bolało. Zacząłem mieć mroczki przed oczami. Nagle zobaczyłem ciemność. Zemdlałem. Obudziłem się w jakimś pokoju. Nikogo tam nie było. Podniosłem się gwałtownie, ale zaraz tego pożałowałem, bo rozbolała mnie strasznie głowa. Do sali po chwili wszedł lekarz.
-Jak sję czujesz?- Spytał.
-Źle. Wszystko mnie boli. Co się stało? Pamiętam tylko jak wjechałem w jakieś sanki na nartach.
-Później, jakieś dzieci wjechały w ciebie z wielką prędkością na sankach i dlatego Cię wszystko boli. Zaraz założymy Ci kroplówkę. Masz złamaną lewą nogę, skręconą prawą rękę, złamany nos i rozcięty łuk brwiowy. Do tego na plecach masz wielkie rozcięcie. Przez najbliższy okres będziesz jeździł na wózku, bo będzie ci tak wygodniej.
-Dobrze.- Powiedziałem. Lekarz wyszedł, a przyszły jakieś pielęgniarki z igłami. O ja pierdzielę! Jedna do mnie podeszła, wbiła mi igłę w żyłę i pobrała krew. Jak to bolało! Podeszła do mnie kolejna i od spodu na nadgarstku zrobiła mi ,,motylka`` tak zwanego. Nie miała gdzie tylko w to miejsce gdzie najbardziej boli.
Jak wbiła mi igłę. Masakra.
-Ała!- Wydarłem się i spłynęła mi łza po policzku. Wzięli moje łóżko i wywieźli mnie do zabiegowego. Po drodze widziałem że wszyscy są na korytarzu.
Nie dali mi żadnego znieczulenia, tylko od razu wzięli szczypce.
-Nie dacie mi jakiegoś znieczulenia?!
-Dzieci do lat 6 dostają na ten zabieg znieczulenie.
-A co to za zabieg?!
-Nastawimy ci nos.
-Że co?!- Krzyknąłem i zacząłem się wyrywać. Przyszła ochrona żeby mnie przytrzymać. Ten gościu zaczął mi nastawiać nos. W życiu nie czułem większego bólu.
-Aaaaaaa!!!!!!! Zostawcie mnie!!!! To boli!!!! Aaaaaałaaaaa!!!!- Darłem się przez cały czas, a łzy spływały mi mimowolnie. Właśnie skończyli, zostawili mnie samego, a ja skuliłem się w kłębek i zacząłem ryczeć coraz bardziej. W życiu nie czułem się gorzej. Z każdą łzą coraz bardziej mnie bolał nos, z każdym wydanym dźwiękiem. Wszedł ktoś do sali. Zobaczyłem kto to. Byli to moi rodzice, Lynchowie i Ell. Nie zwracałem na nich uwagi.
-Aż tak źle?- Spytała moja mama. Ja jej nic nie odpowiedziałem.
-Słuchaj Ross. Ja z mamą, Stormie i Mark`iem wyjeżdżamy na tydzień. Musimy już jechać. Chłopaki z Rydel się tobą zaopiekują. Pa.- Powiedział mój tata i wyszli. Ja cały czas ryczałem.
-Zabierzcie mnie stąd...- Wydusiłem cichutko.
-Boże! Nie przesadzaj! Tak źle na pewno nie było!- Powiedział Ell.
-Ciekawe jak byś się czuł jakby ci nastawiali nos bez znieczulenia! Na żywca!- Wydarłem się. Nagle wszyscy ucichli.
Do zabiegowej znów wszedł lekarz.
-Uspokoiłeś się?
-Nie.
-Trudno. Musimy Ci teraz nastawić nogę i jeszcze rękę, oraz zszyć ranę na plecach i łuk brwiowy.
-Nie!
-Ross zrozum... To dla twojego dobra.
-Nie! I koniec!
-Ty masz tu najmniej do gadania.- Powiedział lekarz, a ja zerwałem się z łóżka. Nie miałem gdzie uciec. Noga bolała mnie cholernie. Ukucnąłem w kącie, trzęsłem się i płakałem.
-Zostawcie mnie... Proszę...- Wyszlochałem. Dwóch kolesi wzięło mnie na ręce i położyło na łóżku trzymając. Darłem się z całych sił, gdy lekarz nastawiał mi kości. Jak skończyli zanieśli mnie z powrotem na salę. Skuliłem się na łóżku i cały czas płakałem. Nie spałem całą noc. Rano przyszła do mnie Rydel z Rikerem.
-Hej Ross!- Powiedziała.
-Hej...
-Spadamy młody do domu.- Powiedział Riker. Zaraz, zaraz... Czy on był dla mnie właśnie miły? Wow. Nie chciałem z nikim gadać więc się nie odezwałem.
-Przepraszam Cię Ross...- Powiedział Riker. Ja się nie odezwałem, nie miałem siły. Łzy mi leciały cały czas. Wstałem, ale zaraz upadłem.
-Ała!
-Ross ty masz złamaną nogę! Nie możesz chodzić!- Krzyknęła Rydel i usadziła mnie na wózku wraz z Rikerem. Riker wziął moje ciuchy i pojechał ze mną do łazienki.
-Pomóc Ci? Czy sobie sam poradzisz?
-Idź stąd...
-Dobra...- Powiedział i wyszedł. Ja się przebrałem i uczesałem. Od razu lepiej wyglądałem. Wyjechałem z trudem z łazienki, a tam Rydel z Rikerem na mnie czekali.
-Jedziemy?- Spytała Rydel. Ja tylko pokiwałem twierdząco głową. A Rik pchał mnie w stronę wyjścia. Szliśmy na pieszo, bo nikt z nas nie miał prawa jazdy. Jak wreszcie doszliśmy do domu wjechałem do salonu.
-O! Nasza kaleka jest!
-Beksa!
-Łamaga!
-Blondyn!
-Ślepota!- Zaczęli się przekrzykiwać, a ja podjechałem do schodów i na jednej nodze doskakałem do mojego pokoju. Ja myślałem że będą dla mnie mili... Ehh.
Wszedłem na skypa. Był dostępny Dawid.
Zadzwoniłem do niego.
-Hej Ross!
-Hej Dawid! Hej Amelia! Hej Kacper! Hej Weronika! Hej Kuba! Hej Maciek!
-Co tam u ciebie słychać?
-Nic. A u was?
-Spoko. Bez ciebie jest nudno...
-No wiem.
-Co Ci się stało z ręką i w nos?
-Ścigałem się na nartach z tymi dryblasami.
-Nieźle Cię załatwili.
-To nie oni, wjechałem w sanki jakiegoś bachora.
-No chyba, że tak... My już musimy kończyć. Mamy teraz historię. Pa
-Pa.- Powiedziałem i się rozłączyli.
-Ross! My jedziemy do sklepu!- Słyszałem krzyk Rikera i zaraz po tym jak ktoś zatrzasnął drzwi. Nie miałem co robić, więc postanowiłem obejrzeć sobie film. Wybrałem ,,Obecność''. Po 40 minutach filmu zacząłem się zastanawiać gdzie są Lynchowie i Ell, ale co mnie to obchodzi? Po dziesięciu minutach dalszego oglądania filmu poczułem dotyk na swoim ramieniu. Zacząłem się drzeć i piszczeć. Odwróciłem się i zobaczyłem tarzających się ze śmiechu chłopaków, ale nie widziałem nigdzie Rydel.
-Byś widział gościu swoją minę!
-Aaaa!!!! Potwór!!!
-Mamusiu ratuj! Potwór mnie goni!
-Wiesz, że drzesz się jak baba!?
-Myślałem że Riker się zmieniłeś!- Wykrzyknąłem w końcu.
-To się pomyliłeś! Przynajmniej udowodniłem jakim jestem świetnym aktorem!- Wykrzyknął wyżej wspomniany. 
-Wynocha stąd!- Krzyknąłem, a oni wyszli. Usiadłem na łóżku i zaraz przyszła Rydel i usiadła obok mnie.

                        !!!Notka!!!
Rozdział pisany na telefonie, więc rewelacji nie ma. Zapomniałam o to zapytać w poprzednim rozdziale: Jak myślicie , jaką tajemnicę skrywa Stormie?
Kim jest `K`? (Rozmawiał/rozmawiała ze Stormie w poprzednim rozdziale) Mogę wam powiedzieć kim jest `K` . Nikt by się tego nie domyślił... `K` to... dam, dam, dam... Ktoś! K jest oznaczone jako ktoś, tylko zapomniałam tego napisać. Haha. Miało być: (S= Stormie, K=Ktoś) ale to `ktoś` zapomniałam dopisać. Jak myślicie kto jest ktosiem? Czy chłopaki się dogadają z Rossem? Żeby było jasne! Ross nie jest spokrewniony z Lynchami! Ja mam pomysła jak to dalej pociągnąć... Muahaha!!!! Wszystko się może jeszcze zmienić... Życzę miłego powrotu do szkoły! Cieszycie się że idziecie? Ja tak sobie... Cieszę sie że spotkam się za swoimi przyjaciółmi. Gdyby tylko nie kartkówki i sprawdziany... Trochę się rozpisałam... Chyba...
KOMENTUJESZ=MOTYWUJESZ :D

sobota, 3 stycznia 2015

Rozdział 1 (Dialogi itp. po polsku będą pisane kursywą).
                   Drogi pamiętniku! 31.03.2014r.
Hej! Jestem Ross Shor Smith! Mam 12 lat i chodzę do 6 klasy szkoły podstawowej. Oceny mam jak przeciętny uczeń w moim wieku. Za dobre to one nie są... Niestety podstawówka jest połączona z liceum i gimnazjum... Nikt w szkole nie lubi naszej klasy... Uczniowie z innych klas przyjaźnią się z wszystkimi, ale nie my... Nauczyciele mówią, że nasza klasa jest najgorszą klasą i mamy najwięcej uwag. Mają trochę racji... Mieszkam w Polsce chyba od urodzenia. Umiem równie dobrze mówić po Angielsku, jak i po Polsku. Mam dwa owczarki niemieckie Lunę i Max`a. Mam młodszą o rok siostrę Lily, mamę Monikę i tatę Piotra. Jestem w połowie Amerykaninem, w połowie Polakiem, bo mój tata jest Amerykaninem choć ma Polskie imię, a mama to Polka. Uwielbiam grać na gitarzę, tańczyć i śpiewać. Choć śpiewać nie umiem. Mój kolega z klasy ostatnio powiedział: ,, Że, jeżeli śmiech to zdrowie, to z moją klasą będę żył wiecznie``. Zgadzam się z tym w 100 procentach. Mam dziewczynę Karolinę. Nie chodzi ze mną do klasy. Wszystkich moich kolegów interesuje sport, ale ja wolę muzykę. Nie wyobrażam sobie, że za parę miesięcy będę się musiał rozstać z moją klasą. Ehh... Muszę się jeszcze trochę pouczyć, bo jutro mamy ten test szóstoklasisty... Masakra.
                                           Twój Ross :)
Zamknąłem pamiętnik i zszedłem na dół, bo moja mama wołała mnie na kolację. Usiadłem do stołu wraz z moją rodziną. Dziwiło mnie zawsze to, że ja mam blond włosy, a wszyscy w mojej rodzinie mają brązowe.
-Jak tam w szkole Ross?- Spytała moja mama.
-Dobrze.
-Dobrze powiadasz?- Spytał mój tata.
-No tak...
-To ciekawe... W tym tygodniu zostaliśmy 6 razy wezwani do szkoły, a jest dopiero środa Ross!
-Za co?! Ja byłem grzeczny!
-Grzeczny powiadasz... Czy ktoś grzeczny robi takie rzeczy:
1) Kłóci się z nauczycielem, że 100 : 100= 0?
2) Rzuca papierem toaletowym w starszych kolegów?
3) Całuje dziewczyny przerwach?!
4) Przykleja nauczyciela do krzesła?! Serio Ross?!
5) Mówi o TYCH rzeczach na lekcji i się z nich śmieje?!
6) Moje ulubione: Ross wziął linijkę z dziurką i do tej dziurki włożył długopis, następnie wystrzelił nim w tablicę?!- Tata skończył czytać listę.
-Yyy... Tak?
-Ehh... Ross... Ja wiem że Ty się nie zmienisz, bo to taki wiek. Spróbuj się choć trochę opanować. Dobrze?
-No dobra...
-Jak napiszesz jutrzejszy test na więcej niż 30 pkt. to mamy z tatą niespodziankę dla Ciebię.
-Jaką?
-Jak dobrze napiszesz to się dowiesz.
-Ehh... Dobranoc.- Powiedziałem i poszedłem do siebie do pokoju. Zacząłem się uczyć. Nim się obejrzałem była już 4:30. Postanowiłem pójść spać. Wstałem pół godziny później, bo miałem nastawiony zegarek. Wszedłem do łazienki, wykąpałem się, bo wieczorem się nie myłem. Ubrałem białą koszulę, czarne spodnie, czarny krawat i czarne conversy. Wziąłem potrzebne rzeczy i wyszedłem do szkoły z domu, po drodze zgarnąłem kanapkę. Po skończonych testach miałem jeszcze 7 lekcji, czyli wychodziło na to że w szkole siedziałem do wieczora. Pierwsza lekcja to polski. Całą lekcje przerabialiśmy lekturę. Masakra. Druga lekcja to matma. Jeszcze gorzej… Ale miałem plan… Weszliśmy do klasy i usiedliśmy na swoich miejscach. Pani zaczęła zmazywać tablicę, ale gąbka była sucha…
-Niech pani ją zmoczy!- Krzyknąłem.
-Co mam włożyć?!- Odkrzyknęła, a cała klasa wybuchła śmiechem. Nasza klasa jest trochę zboczona lekko mówiąc, a pani od matematyki dość głucha… No ale co zrobisz? Nic nie zrobisz…
-Ma pani zmoczyć gąbkę!- Krzyknął ktoś do niej. Podeszła do kranu i go odkręciła. Woda nie leciała. Po 5 minutach z rury pod umywalką wyprysła woda oblewając całą matematyczkę. Ona wyszła tylko oburzona z klasy i zawołała woźnego. Zanim on posprzątał minęła cała lekcja. Wyszliśmy na korytarz i teraz miał być angielski. Na szczęście… na przerwach byłem nieobecny. Gdy weszliśmy do klasy pani dała nam jakieś kartki i zaczęła mówić…
-Słuchajcie! To co teraz dostaliście to kartki na wymianę szkolną! Nasza szkoła bierze udział w takiej wymianie z Ameryką, a konkretniej Los Angeles, z Niemcami, Finlandią, Włochami i Francją! Kto by chciał jechać?! Pojedzie tylko 10 osób do każdego z tych krajów z szóstych klas, które najlepiej zdadzą test! Jak ktoś jest chętny na jutro ma mi przynieść podpisaną kartkę przez obojga rodziców i napisane na niej państwo do którego chce pojechać! Czy wyraziłam się jasno?!- Na angielskim jesteśmy podzieleni na grupy. Jak ja i reszta chłopaków ma angielski, to dziewczyny mają w-f i na odwrót.
-Tak!- Krzyknęli wszyscy i pani nagle wyszła z klasy rozmawiając przez telefon. Po chwili wróciła i oznajmiła:
-Kto ma komórki dzwoni po rodziców! A kto nie ustawia się tu w kolejce! Mają po was przyjść!- Krzyknęła, a ja zadzwoniłem szybko po mamę. Po 10 minutach przyszła moja mama po mnie i jeszcze przez chwilę rozmawiała z panią od angielskiego.
-Co się stało?- Spytałem wsiadając do samochodu.
-Ktoś ponoć podłożył bombę pod waszą szkołę. Dzieci w całej Polsce są ewakuowane ze szkół.- Oznajmiła dojeżdżając do domu. Szybko dojechaliśmy, bo do szkoły miałem zaledwie 2 lub 3 km.
-Zacznij się pakować.
-Czemu?
-Bo jedziemy w góry. Zdałeś test na 35 pkt, więc to jest ta niespodzianka.
-To super!- Krzyknąłem i wysiadłem z samochodu. Poszedłem do siebie do pokoju i zasnąłem ponieważ całą noc ślęczałem nad książkami. Gdy się obudziłem była 19:00... Trochę mi się przysnęło...
-Kiedy kolacja?
-O Ross! Wstałeś! Kolacja będzie za 10 minut. Zacząłeś się już pakować?
-Nie...
-To lepiej zacznij.
-Kiedy wyjeżdżamy i na ile?
-Dzisiaj o 3 w nocy i jedziemy na tydzień.
-Super! Idę się pakować!- Krzyknąłem i pobiegłem do siebie do pokoju spakować się. Miałem ,,malutki" problemik z wybraniem rzeczy... No tak, ciuchów mało nie miałem... I teraz pytanie: Co wybrać?
Spakowałem większość ciuchów zimowych. I mama zawołała mnie na dół. Nie miałem ochoty na ten wyjazd, bo okazało się że jedziemy tam na trzy tygodnie. Trzy tygodnie bez towarzystwa.
Zajebiście po prostu... Zszedłem na dół z walizką.
-Mamo. Ja nie chcę jechać.
-Nie marudź.
-A gdzie Lily?
-Lily nie jedzie.
-Że co?! Jeszcze powiedz że nie jadę na zieloną szkołę!
-Bo nie jedziesz.
-Zajebiście kurwa!
-Coś ty powiedział?! Oddawaj telefon!
-Mam jeszcze laptopa i telewizor!
-Jak odetnę internet to na nic Ci laptop! I masz zakaz telewizji! A teraz do samochodu! Już!- Krzyknęła moja mama. Wsiadłem do samochodu. Gdzie czekali już na mnie rodzice.
-Ross... Karolina z tobą zerwała przez sms`a.
-Super.
     ~Rodzina Lynch... Oczami Rydel~
Hej! Jestem Rydel Mary Lynch. Mam 14 lat. Mieszkam z rodzeństwem i rodzicami w L.A. Mam 3 braci Rikera, Rockyego, Rylanda i przyjaciela Ellingtona. Chodzę do drugiej klasy gimnazjalnej.
-Hej mamo!- Krzyknęłam wchodząc do domu.
-Hej córciu!
-Co robisz?
-Śniadanie.
-Śniadanie!? Przecież jest 12:30!
-Ale twoi bracia jeszcze nie wstali.
-Ehh... Idę ich pobudzić.- Wiedziałam jak wszystkich od razu ściągnąć z łóżka. Oczywiście Ell u nas nocował.
-Chłopaki idę na randkę! Pomocy! Nie mam się w co ubrać!- Krzyknęłam z korytarza i nagle wszyscy wybiegli ze swoich pokoi.
-Co?!
-Nigdzie nie idziesz!- Zaczęli się przekrzykiwać wystraszeni. A ja nie mogłam wyrobić ze śmiechu. Dosłownie tarzałam się po podłodze.
-Z czego się śmiejesz?!- Krzyknął Rocky.
-Ja nie idę na randkę! Hahha. Chciałam was ściągnąć z łóżek! Hahah!... Śniadanie... Hahah... Na dole... Hahahha...- Zeszłam na dół z resztą i zaczęliśmy się zajadać naleśnikami. Po skończonym posiłku chłopcy poszli oglądać filmy, a ja z mamą posprzątałam.
-Mam dla Was niespodziankę!- Krzyknęła moja mama wchodząc do salonu ze mną.
-Jaką?!- Krzyknęli wszyscy razem.
-Jedziemy z moją przyjaciółką z Polski w góry Tatry!
-Kiedy?- Spytałam.
-Dzisiaj wieczorem! O 20:00 mamy lot, więc się pakujcie!- Krzyknęła i poszła z powrotem do kuchni, a wszyscy się zerwali do pakowania walizek.
       ~Narrator... Dom Lynchów~
Wszyscy się pakowali. Stormie wyszła na patio i zadzwoniła do kogoś. (S=Stormie)
S: Halo?
K: Cześć Stormie. Co tam chciałaś?
S: O 20:00 mamy lot i w końcu będzie im trzeba powiedzieć...
K: Tylko jak? I pytanie jak to zniosą?
S: Szczerze to nie wiem... Może z nami pojechać przyjaciel moich małp?
K: No pewnie... Ja nie mam nic przeciwko.
S: Okey. To ja kończę. Do zobaczenia na miejscu.
K: Do zobaczenia.- Stormie się rozłączyła. Dochodziła 19:00.
-Chodźcie musimy już jechać!- Krzyknął Mark i wsiedli po chwili wszyscy do samochodu. Po 30 minutach dojechali na lotnisko. W samolocie cały czas się wygłupiali, albo spali. Gdy wylądowali pojechali prosto do domku w górach w którym mieli się zatrzymać. Rodzina Smith już tam była.
                    ~Oczami Rossa~
Na miejscu już się rozpakowałem. Podczas jazdy zerwała ze mną dziewczyna. I nagle ktoś zadzwonił do drzwi. Zszedłem na dół zobaczyć kto to.
-Monika! Jak ja Cię dawno nie widziałam!
-Stormie! Ja Ciebie też. To jest Ross, ma 12 lat. A to jest Stormie.
-Miło mi...- Powiedziałem beznamiętnie.
-Mi również. Mów mi ciociu, lub Stormie. A to jest Riker, Rydel, Ellington, Rocky, Ryland i mój mąż Mark... Którego gdzieś wcięło...
-Pewnie poszedł gdzieś z Piotrem. To jest mój syn Ross. Ross nie mówiłam ci, ale Lynchowie zostają tu z nami.
-Chyba sobie ze mnie jaja robicie?!
-Wyrażaj się Ross! Nie wiem co w Ciebie wstąpiło!
-Pomyślmy... Zerwała ze mną dziewczyna... Nie chciałem tu przyjechać.
Zabrałaś mi telefon, tablet, odcięłaś TV i internet... Lily tu nie musiała przyjeżdżać.
Zostałem prawie wywalony ze szkoły przez jakichś 16 letnich gnojów! I mówisz mi że nie pójdę do gimnazjum tam gdzie reszta mojej ukochanej klasy! A do tego nie mogę pojechać na zieloną szkołę! Coś musi być w tym nie tak... Nie wydaję Ci się?!- Wydarłem się i pobiegłem do pokoju, gdzie się zamknąłem i się rozpłakałem... Usłyszałem pukanie do drzwi.
-Czego?!
-Mogę wejść?- Usłyszałem jakiś dziewczęcy głos.
-Nie!- Wydarłem się przez łzy, ale ten ktoś nie posłuchał i tak tu wszedł.
-Wyjdź!
-Porozmawiajmy...
-O czym?! O tym jak mam beznadziejne życie?!
-Nie. Jestem Rydel.
-Aha.
-A ty Ross?
-Tssaa...
-Zależało Ci na tej dziewczynie?
-Co Cię to?!
-Bo nie jestem jak moi bracia i się interesuję...
-Ile masz lat?
-14.
-To możesz se iść!
-Czemu?
-Bo wszystkie 14 latki chcą zawsze tylko się czegoś dowiedzieć, żeby później się z kogoś wyśmiewać!
-To może w Polsce, bo ja taka nie jestem.
-Taa... Akurat!
-Słuchaj Ross... Chciałam się z Tobą dogadać...
-Ehh... Tak.
-Ale co ,,tak"?
-Tak. Zależało mi na niej...
-Ehh... Ja bym zrobiła wszystko żeby mieć chłopaka...
-Czemu nie możesz mieć? Ładna przecież jesteś...
-Mam braci którzy nie dopuszczą do mnie nikogo.
-Patrz! Mnie dopuścili!- Krzyknąłem, a dziewczyna się roześmiała.
-Widzę, widzę...- Powiedziała po czym mnie przytuliła.
-Idziemy na dół? Obiad czeka.-  Spytała.
Ja tylko pokiwałem twierdząco głową i zeszliśmy na dół.
-Idzie nasz zakochaniec!- Zaczął się ze mnie naśmiewać jakiś najstarszy blondyn.
-Dziewczyna mnie rzuciła!!! Potnę się gąbką!!!!- Dołączył jakiś rok starszy ode mnie brunet.
-Nie, bo mydłem!- Krzyknął jeszcze starszy brunet.
-O Boże! Mama zabrała mi telefon!- Krzyknął jakiś młodszy ode mnie i udawał płacz.
-O nie! Nie pojadę na zieloną szkołę!!!- Zaczęli się tak przekrzykiwać, a ja pobiegłem do pokoju. Usiadłem w kącie i zacząłem płakać. Po chwili udało się mi usłyszeć jakieś wrzaski Rydel z dołu. Nagle zadzwonili do mnie koledzy ze skypa. Odebrałem.
-Hej!- Wykrztusiłem.
-Te Ross płakałeś?!
-Co?! Nie!
-Jasne, jasne...
-Co tam chcieliście?
-Jak tam u ciebie?
-Dobrze...
-A jak tam u ciebie naprawdę?- Spytał, a ja opowiedziałem mu wszystko po kolei, jak było.
-Współczuję...
-Nie ma czego... Oprócz tego że utknąłem z tymi dryblasami tutaj na 2 tygodnie...
-Wiesz, że tak jakoś nudno bez ciebie na lekcjach?
-Serio?
-No. Nauczyciele się cieszą, że tak spokojnie teraz jest.
-To ja mam plan...
-Jaki?!
-Przestawcie wszystkie zegary w szkole o godzinę do tyłu. Nauczycielom też będzie trzeba poprzestawiać, ale widziałem że w pokoju nauczycielskim po lekcjach nauczyciele je tam zostawiają, a telefonów nie biorą. Przyjdźcie na 6:00 i przez tą godzinę poprzestawiajcie te zegary... Nauczyciel przyjdzie na 7:00 myśląc że jest ósma i też tak możecie ustawiać w nieskończoność. Jak chcecie to ustawcie zegary inaczej, ja tylko podsunąłem pomysł...
-To nie głupie... Na pewno skorzystamy... Trzeba coś zrobić by nauczyciele nas zapamiętali...
-Hahah. A żebyś wiedział...
-My musimy już kończyć... Pa.
-Siema.- Powiedziałem i się rozłączyłem. I pytanie co teraz ze sobą zrobić? Postanowiłem zejść na obiad. Siedziała tam tylko Rydel.
-Hej Rydel!
-Hej Ross.
-Zostało coś dla mnie?
-Pewnie. Siadaj.
-Gdzie reszta?
-Poszli na narty.
-A ty czemu nie poszłaś?
-Nie chciało mi się. Chcesz iść ze mną po obiedzie na łyżwy? Gram z chłopakami w hokeja.
-Nie. Nie chcę wam zawracać głowy...
-Idziesz i koniec!
-No dobra...
-To Ja idę się przebrać.
-Okey.- Powiedziałem, a Rydel sobie poszła. Dokończyłem jeść obiad i poszedłem się przebrać. Gotowy zszedłem na dół i poszedłem z Rydel na lodowisko. Tam była już reszta jej rodzeństwa.
-Hej Rydel! Po co Go tu przyprowadziłaś?
-Bo tak. To jest Riker. Jest od ciebie cztery lata starszy. To jest Ellington, jest w moim wieku. To jest Rocky, jest rok od ciebie starszy. A to jest Ryland, dwa lata od ciebie młodszy.
-Jestem Ross.
-Wiemy.- Burknął Rocky i zaczęliśmy grę. Byłem w drużynie z Rydel i Rockym. Rydel poszła na bramkę.
-Blondynek! Jak nie umiesz grać to sobie idź!- Wydarł się najstarszy i graliśmy dalej.
-On w ogóle grać nie umie!
-Nie, bo On nie umie jeździć na łyżwach!
-Przecież to blondyn!- Nie powiem że nie było mi przykro. Zjechałem z boiska ze łzami w oczach. Przebrałem buty i szedłem przed siebie nie zwracając na nic uwagi. Doszedłem do domku i wszedłem do środka. Na szczęście nikogo nie było. Poszedłem do siebie i wyjąłem swoją gitarę Lunę z pokrowca. Pod nią leżała karteczka z moją piosenką, skończoną w 1/4. Zawsze granie na gitarze poprawiało mi nastrój, ale stwierdziłem że pójdę się wykąpać. Wziąłem piżamę i poszedłem do łazienki. Wszedłem pod prysznic i umyłem głowę. Gdy skończyłem ubrałem piżamę, umyłem zęby i poszedłem do salonu, wszyscy już tam byli.
-Ross co się stało?- Spytała moja mama.
-Nic...
-Przecież widzę że płakałeś.
-Nic się nie stało.
-Masz mi powiedzieć!
-Bo co mi zrobisz?! Chyba mogę mieć tajemnicę!- Krzyknąłem i poszedłem do siebie do pokoju. Nie wiedziałem co ze sobą zrobić. Przecież nie pójdę spać, bo jest dopiero 19:00. Bolała mnie głowa od płaczu. Zszedłem na dół po tabletki, wziąłem je i wodę i wróciłem do pokoju.
Wziąłem jedną i połknąłem. Zaraz po tym położyłem się spać. 

                                                         Notka!!!
Pierwszy rozdział. I jak? Jakoś mnie natchniło i postanowiłam założyć nowego bloga. Prologu nie ma, bo męczyłam się z 2 godziny nad napisaniem prologu. I to wszystko poszło na marnę. Nie potrafię pisać prologów...
KOMENTUJESZ=MOTYWUJESZ