Rozdział 2
~W tym samym czasie na dole... Oczami Rydel~
-My dzieciaki wychodzimy.- Oznajmiła moja mama i poszła z resztą dorosłych.
-Chłopaki? Dlaczego nie jesteście mili dla Rossa?
-Tej blondynki co ciągle beczy?- Spytał Ell.
-Tak.
-Nie wiem. Tak jakoś. Wkurzający jest.- Powiedział spokojnie Rocky.
-Jesteście okropni...- Powiedziałam i poszłam do Rossa. Biedaczek już spał. Nie mogłam patrzeć jak on cierpi przez moich głupich braci, był dla mnie jak brat.
Podeszłam do niego i pocałowałam Go w czoło. Poszłam do swojej łazienki. Po wykąpniu się poszłam spać. Obudziłam się o 7:00. Dla mnie to normalne. Zeszłam na dół i w kuchni zobaczyłam Rossa. Podeszłam do niego i Go przytuliłam.
-Nad czym tak rozmyślasz?- Spytałam.
-Nad wszystkim... Nad twoim rodzeństwem... Nad życiem... Nad jego sensem...
-Ross... Życie zawsze ma sens...
-Nie w moim przypadku...
-Zawsze go ma...
-Może masz rację...
-Ja zawsze mam rację.
-Nie śmie w to wątpić...
-Ej!
-No co?
-Sarkazm?
-Maybe...
-Zmieniając temat... Lubisz jeździć na nartach?
-No pewnie! A Ty?
-Jasne! Rodzice się pytali czy chcemy iść dzisiaj na narty.
-To ja na pewno idę...
-Ja też... Chodź zrobimy śniadanię.
-Oki, ale co zrobimy?
-Naleśniki?
-Super!- Krzyknął Ross i zaczęliśmy dla wszystkich przygotowywać śniadanie.
Po jakiejś godzinie skończyliśmy. Ross już zaczął jeść, a ja poszłam wszystkich pobudzić. Gdy wszyscy już usiedli do stołu zapadła cisza.
-Chcielibyście iść dzisiaj na narty?- Spytała Monika.
-Tak!- Krzyknęli wszyscy razem.
-To zjedźcie śniadanie, ubierzcie się i zbiórka przed domem.- Oznajmił mój tata.
Zjadłam śniadanie i poszłam do siebie się ubrać. Zeszłam z powrotem na dół gdzie czekała już reszta. Najpierw podzieliliśmy się na grupy. Ja byłam z moim rodzeństwem, Ellem i Rossem. Poszliśmy na stok. Ross w ogóle się nie odzywał. Pewnie chciał pominąć kłótni... Właśnie mieliśmy wsiadać na wyciąg. Riker jechał z Rylandem. Rockliff jechał razem, a ja jechałam z Rossem.
-Umiesz jeździć na nartach?- Spytałam.
-T-T-Tak...- Odparł trzęsącym się głosem.
-Masz lęk wysokości?
-Tak...- Szepnął.
-Nie wstydź się... Chodź tu do mnie!- Powiedziałam i przytuliłam go. Całą drogę jechaliśmy wtuleni w siebie. Gdy zsiedliśmy Ross powiedział:
-Dziękuję.
-Nie ma za co.
-A ty umiesz jeździć?
-Tak. To co jedziemy?
-Oczywiście.- Powiedział i ustawił się.
-Ej! Rose! Ścigasz się?!- Spytał się go Riker.
-On ma na imię Ross.
-Jak zwał, tak zwał... Ale nie ze mną, tylko z Rockym.
-Eee... Okej.- Powiedział po chwili. Chłopcy się ustawili.
-Start!- Krzyknął Ryland. Zaczęli zjeżdżać. Ross jak był prawię na mecie nie zauważył leżących tam sanek i się o nie potknął robiąc fikołki. Wszyscy do niego zjechaliśmy. Zwijał się z bólu.
~Oczami Rossa~
Ścigałem się z Rockym i wjechałem w sanki jakiegoś bachora. Wszystko mnie bolało. Zacząłem mieć mroczki przed oczami. Nagle zobaczyłem ciemność. Zemdlałem. Obudziłem się w jakimś pokoju. Nikogo tam nie było. Podniosłem się gwałtownie, ale zaraz tego pożałowałem, bo rozbolała mnie strasznie głowa. Do sali po chwili wszedł lekarz.
-Jak sję czujesz?- Spytał.
-Źle. Wszystko mnie boli. Co się stało? Pamiętam tylko jak wjechałem w jakieś sanki na nartach.
-Później, jakieś dzieci wjechały w ciebie z wielką prędkością na sankach i dlatego Cię wszystko boli. Zaraz założymy Ci kroplówkę. Masz złamaną lewą nogę, skręconą prawą rękę, złamany nos i rozcięty łuk brwiowy. Do tego na plecach masz wielkie rozcięcie. Przez najbliższy okres będziesz jeździł na wózku, bo będzie ci tak wygodniej.
-Dobrze.- Powiedziałem. Lekarz wyszedł, a przyszły jakieś pielęgniarki z igłami. O ja pierdzielę! Jedna do mnie podeszła, wbiła mi igłę w żyłę i pobrała krew. Jak to bolało! Podeszła do mnie kolejna i od spodu na nadgarstku zrobiła mi ,,motylka`` tak zwanego. Nie miała gdzie tylko w to miejsce gdzie najbardziej boli.
Jak wbiła mi igłę. Masakra.
-Ała!- Wydarłem się i spłynęła mi łza po policzku. Wzięli moje łóżko i wywieźli mnie do zabiegowego. Po drodze widziałem że wszyscy są na korytarzu.
Nie dali mi żadnego znieczulenia, tylko od razu wzięli szczypce.
-Nie dacie mi jakiegoś znieczulenia?!
-Dzieci do lat 6 dostają na ten zabieg znieczulenie.
-A co to za zabieg?!
-Nastawimy ci nos.
-Że co?!- Krzyknąłem i zacząłem się wyrywać. Przyszła ochrona żeby mnie przytrzymać. Ten gościu zaczął mi nastawiać nos. W życiu nie czułem większego bólu.
-Aaaaaaa!!!!!!! Zostawcie mnie!!!! To boli!!!! Aaaaaałaaaaa!!!!- Darłem się przez cały czas, a łzy spływały mi mimowolnie. Właśnie skończyli, zostawili mnie samego, a ja skuliłem się w kłębek i zacząłem ryczeć coraz bardziej. W życiu nie czułem się gorzej. Z każdą łzą coraz bardziej mnie bolał nos, z każdym wydanym dźwiękiem. Wszedł ktoś do sali. Zobaczyłem kto to. Byli to moi rodzice, Lynchowie i Ell. Nie zwracałem na nich uwagi.
-Aż tak źle?- Spytała moja mama. Ja jej nic nie odpowiedziałem.
-Słuchaj Ross. Ja z mamą, Stormie i Mark`iem wyjeżdżamy na tydzień. Musimy już jechać. Chłopaki z Rydel się tobą zaopiekują. Pa.- Powiedział mój tata i wyszli. Ja cały czas ryczałem.
-Zabierzcie mnie stąd...- Wydusiłem cichutko.
-Boże! Nie przesadzaj! Tak źle na pewno nie było!- Powiedział Ell.
-Ciekawe jak byś się czuł jakby ci nastawiali nos bez znieczulenia! Na żywca!- Wydarłem się. Nagle wszyscy ucichli.
Do zabiegowej znów wszedł lekarz.
-Uspokoiłeś się?
-Nie.
-Trudno. Musimy Ci teraz nastawić nogę i jeszcze rękę, oraz zszyć ranę na plecach i łuk brwiowy.
-Nie!
-Ross zrozum... To dla twojego dobra.
-Nie! I koniec!
-Ty masz tu najmniej do gadania.- Powiedział lekarz, a ja zerwałem się z łóżka. Nie miałem gdzie uciec. Noga bolała mnie cholernie. Ukucnąłem w kącie, trzęsłem się i płakałem.
-Zostawcie mnie... Proszę...- Wyszlochałem. Dwóch kolesi wzięło mnie na ręce i położyło na łóżku trzymając. Darłem się z całych sił, gdy lekarz nastawiał mi kości. Jak skończyli zanieśli mnie z powrotem na salę. Skuliłem się na łóżku i cały czas płakałem. Nie spałem całą noc. Rano przyszła do mnie Rydel z Rikerem.
-Hej Ross!- Powiedziała.
-Hej...
-Spadamy młody do domu.- Powiedział Riker. Zaraz, zaraz... Czy on był dla mnie właśnie miły? Wow. Nie chciałem z nikim gadać więc się nie odezwałem.
-Przepraszam Cię Ross...- Powiedział Riker. Ja się nie odezwałem, nie miałem siły. Łzy mi leciały cały czas. Wstałem, ale zaraz upadłem.
-Ała!
-Ross ty masz złamaną nogę! Nie możesz chodzić!- Krzyknęła Rydel i usadziła mnie na wózku wraz z Rikerem. Riker wziął moje ciuchy i pojechał ze mną do łazienki.
-Pomóc Ci? Czy sobie sam poradzisz?
-Idź stąd...
-Dobra...- Powiedział i wyszedł. Ja się przebrałem i uczesałem. Od razu lepiej wyglądałem. Wyjechałem z trudem z łazienki, a tam Rydel z Rikerem na mnie czekali.
-Jedziemy?- Spytała Rydel. Ja tylko pokiwałem twierdząco głową. A Rik pchał mnie w stronę wyjścia. Szliśmy na pieszo, bo nikt z nas nie miał prawa jazdy. Jak wreszcie doszliśmy do domu wjechałem do salonu.
-O! Nasza kaleka jest!
-Beksa!
-Łamaga!
-Blondyn!
-Ślepota!- Zaczęli się przekrzykiwać, a ja podjechałem do schodów i na jednej nodze doskakałem do mojego pokoju. Ja myślałem że będą dla mnie mili... Ehh.
Wszedłem na skypa. Był dostępny Dawid.
Zadzwoniłem do niego.
-Hej Ross!
-Hej Dawid! Hej Amelia! Hej Kacper! Hej Weronika! Hej Kuba! Hej Maciek!
-Co tam u ciebie słychać?
-Nic. A u was?
-Spoko. Bez ciebie jest nudno...
-No wiem.
-Co Ci się stało z ręką i w nos?
-Ścigałem się na nartach z tymi dryblasami.
-Nieźle Cię załatwili.
-To nie oni, wjechałem w sanki jakiegoś bachora.
-No chyba, że tak... My już musimy kończyć. Mamy teraz historię. Pa
-Pa.- Powiedziałem i się rozłączyli.
-Ross! My jedziemy do sklepu!- Słyszałem krzyk Rikera i zaraz po tym jak ktoś zatrzasnął drzwi. Nie miałem co robić, więc postanowiłem obejrzeć sobie film. Wybrałem ,,Obecność''. Po 40 minutach filmu zacząłem się zastanawiać gdzie są Lynchowie i Ell, ale co mnie to obchodzi? Po dziesięciu minutach dalszego oglądania filmu poczułem dotyk na swoim ramieniu. Zacząłem się drzeć i piszczeć. Odwróciłem się i zobaczyłem tarzających się ze śmiechu chłopaków, ale nie widziałem nigdzie Rydel.
-Byś widział gościu swoją minę!
-Aaaa!!!! Potwór!!!
-Mamusiu ratuj! Potwór mnie goni!
-Wiesz, że drzesz się jak baba!?
-Myślałem że Riker się zmieniłeś!- Wykrzyknąłem w końcu.
-To się pomyliłeś! Przynajmniej udowodniłem jakim jestem świetnym aktorem!- Wykrzyknął wyżej wspomniany.
-Wynocha stąd!- Krzyknąłem, a oni wyszli. Usiadłem na łóżku i zaraz przyszła Rydel i usiadła obok mnie.
!!!Notka!!!
Rozdział pisany na telefonie, więc rewelacji nie ma. Zapomniałam o to zapytać w poprzednim rozdziale: Jak myślicie , jaką tajemnicę skrywa Stormie?
Kim jest `K`? (Rozmawiał/rozmawiała ze Stormie w poprzednim rozdziale) Mogę wam powiedzieć kim jest `K` . Nikt by się tego nie domyślił... `K` to... dam, dam, dam... Ktoś! K jest oznaczone jako ktoś, tylko zapomniałam tego napisać. Haha. Miało być: (S= Stormie, K=Ktoś) ale to `ktoś` zapomniałam dopisać. Jak myślicie kto jest ktosiem? Czy chłopaki się dogadają z Rossem? Żeby było jasne! Ross nie jest spokrewniony z Lynchami! Ja mam pomysła jak to dalej pociągnąć... Muahaha!!!! Wszystko się może jeszcze zmienić... Życzę miłego powrotu do szkoły! Cieszycie się że idziecie? Ja tak sobie... Cieszę sie że spotkam się za swoimi przyjaciółmi. Gdyby tylko nie kartkówki i sprawdziany... Trochę się rozpisałam... Chyba...
KOMENTUJESZ=MOTYWUJESZ :D
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz