Rozdział 3
-Delly?
-Tak?
-Czy twoi bracia i Ell dla ciebie też tacy są?
-Nie... Oni są wspaniali... Zawsze pomogą... Nigdy cię nie zostawią w potrzebie... Troszczą się... Nie wiem dlaczego ciebie tak traktują.
-To masz fajne rodzeństwo. Co tam u ciebie?
-Dobrze...
-Delly? Co jest?
-Nic...
-Przecież widzę.
-Ehh... Chłopak mnie zaprosił na randkę...
-To super!
-Daj mi dokończyć.
-Okej.
-No to zaprosił mnie na randkę, ale jak powiem moim braciom to nici z tego...
-Dlaczego ci nie pozwalają chodzić na randki?
-Bo nie chcą żeby mnie ktoś zranił.
-Pomogę ci.
-Ale w czym?
-Będę cię krył.
-Serio?! Zrobiłbyś to dla mnie?!
-No pewnie.
-Kocham cię! Oczywiście jak brata.
-Też cię kocham, ale jak siostrę. Chociaż nie jesteśmy spokrewnieni genetycznie...
-Ross... Rodzina to może i osoby spokrewnione genetycznie, ale to także osoby które cię zawsze wesprą... Pomogą w trudnych chwilach... Będziesz mógł im zaufać... I będziesz mówił im wsystko... Ja wiem, że nie jesteśmy rodziną,.ale ja cię traktuję jak brata. Tak samo jak Ella.
-Też cię traktuje jak siostrę. Ile mniej więcej potrzebujesz czasu na umalowanie się? I gdzie i kiedy idziecie na tą randkę?
-Do jakiejś eleganckiej restauracji na 15:00. I potrzebuję ok. 20 minut.
-To masz 45 minut. Mam pomysła!
-Jakiego? Pomysła?!
-Czemu nie?
-Głupi!
-Głupsza!
-Głupszy!
-Głupsiejsza!
-Głupsiejsza?! Ross ty analfabeto!
-No co?
-Nic, nic... To powiesz w końcu jaki masz pomysł?
-Ja wybiorę ci jakiś strój, a ty w tym czasie zrobisz sobie makijaż.
-Nie dzięki.
-No proszę! Proszę, proszę, proszę, proszę! PROOOOOOSZĘ!!!
-No dobra! Ile nam zostało czasu?
-35 minut. Leć się malować!- Krzyknąłem, a Rydel już nie było. Wszedłem do jej pokoju i nie miałem pojęcia gdzie co ma.
-Gdzie masz sukienki?!
-Pod łóżkiem, w pódełku!- Odkrzyknęła, a ja wlazłem pod łóżko po pudełko. Było na nim napisane ,,Na specjalne okazje''. Otworzyłen je i było tam tak na oko z 25-20 sukienek. Wybrałem tą:
-Delly! Zostało ci 15 minut!
-Przynieś mi tą sukienkę!- Powiedziała, a ja zaniosłem jej do łazienki sukienkę. Wróciłem do jej pokoju i czekałem na nią.
Gdy weszła wytrzeszczyłem oczy na szerz i otworzyłem szeroko buzię. Musiałem wyglądać jakoś tak:
Tylko włosy miałem normalne. Chyba...
~Oczami Rydel~
Weszłam.do pokoju, a Ross stał z otwartą paszczą i ogromnymi oczami, a ślina mu ciekła po brodzie.
-Ross? Bawisz się w buldoga?
-Ross?
-Ross?!
-Ale jesteś piękna...
-Emm... Dziekuję?- Nie wiedziałam co wtedy mówić. Wyglądał jak buldog ze ślinociekiem.
-Wszystko w porządku?- Spytałam zaniepokojona.
-Jak najbardziej skarbie...
-Słucham?!
-Nie mów słucham, bo cię wyrucham... Chociaż i tak to zrobię...
-Ross! Do jasnej cholery! Zaczynam się ciebie bać!
-Przelecę cię na tym biurku, choć jak chcesz to możemy na łóżku...
-Ja pierdole! Ross!- Krzyknęłam i dałam mu z liścia.
-Ała! Co?!
-Ty wiesz co powiedziałeś?
-Nie za bardzo... Czasami mam takie odloty... A co?
-Posłuchaj sobie tego! Ja muszę już iść! Pa!- Dałam mu dyktafon i zeszłam na dół. Miałam na sobie kurtkę, żeby niczego nie widzieli. Na stole zauważyłam kartkę. Pisało na niej, że chłopaki gdzieś poszli. Już łapałam za klamkę jak poczułam uścisk na ramieniu. Wiedziałam, że coś za łatwo poszło, a ta kartka to haczyk. Niech to szlag! Odwróciłam się powoli i zobaczyłam Rossa. Kamień spadł mi z serca... Ale miałam teraz wyrzuty sumienia, że zostawiam go samego.
-Przepraszam... Powinienem się trochę opanować, ale czasem tak mam i nie wiem co mówię...
-Hej! Nie smutaj! Nie przepraszaj. Dziękuję.
-Za co?
-Za to, że mi pomagasz. Za to, że jesteś. Mam wyrzuty sumienia...
-Bo?
-Bo muszę cię zostawić samego.
- Leć i baw się dobrze! Ryland jest w domu.
-Niech ci będzie. Obiad masz w lodówce. Pa.- Powiedziałam i go przytuliłam. Wyszłam na dwór, a tam już czekał Szymon.
-Mam być o niego zazdrosny?
-O kogo?
-O tego blondynka co się do niego przed chwilą tuliłaś.
-Jak tam chcesz.
-Idziemy?
-Pewnie.- Powiedziałam i poszliśmy do restauracji. Usiedliśmy przy jakimś stoliku.
-Co chcesz do jedzenia?- Spytał gdy podeszła do nas kelnerka.
-Emm... Ja poproszę danie z kaczką i sałatkę mix.
-Dobrze. A pan?
-Ja poproszę to samo.- Powiedział i uśmiechnął się do mnie szeroko, a ja odwzajemniłam uśmiech.
-Ślicznie wyglądasz.
-Dziękuję. Dobrze mówisz po Angielsku. Jesteś Polakiem?
-Tak. A ty?
-Nie. Amerykanką.
-Ile masz lat jeśli można wiedzieć?
-14. A ty?
-15.
-Wyglądasz na starszego.
-A na ile lat?
-Nie wiem. Tak może z 17, 16
-Ty też wyglądasz na starszą. Na jakąś 17 latkę.
-Serio?!
-No.- Powiedział i kelner przyniósł zamówienia.
-Opowiedz coś o sobie.- Powiedział.
-Nazywam się Rydel Mary Lynch. Mam 14 lat. Mam trzech braci. Mieszkam w Littelton. Gram na pianinie. Chodzę do studia tanecznego. Mój ulubiony kolor to różowy. Mam nadopiekuńczych braci.
Chodzę do 2 klasy gimnazj...- Nie dokończyłam, bo zobaczyłam Rikera, Rockyego i Ella wchodzących do restauracji.
-O cholera.- Powiedziałam cicho, ale on nie usłyszał. Zaczęliśmy się do siebie zbliżać. Nie wiem czy chcę go pocałować, ale coś mnie pcha do niego. Gdy złączyliśmy nasze usta w pocałunku przez przypadek strąciłam szklankę. Nie przejmowaliśmy się tym i coraz bardziej pogrążaliśmy się w pocałunku. Nagle ktoś nas od siebie odepchnął. Domyśliłam się kto to.
-Co ty Rydel robisz do jasnej cholery?!- Krzyknął Ell.
-Całuje się ze mną.- Odpowiedział za mnie Szymon.
-Zamknij się gnoju!- Krzyknął na niego Riker.
-Skąd wiecie, że tu przyszłam?
-Nie wiedzieliśmy. Przyszliśmy tu na obiad.- Odpowiedział Rocky. Riker złapał Szymona za koszulkę.
-Jeszcze raz ją tkniesz, a będzie po tobie! Kapiszi!?
-T-T-Tak.
-Rydel do domu!
-Nie!
-W tej chwili!
-Nie debilu!
-Wypierdzielaj do domu ty idiotko!- Krzyknął na mnie łapiąc mnie ślnie za nadgarstki. Nie wiedziałam jak on mógł mnie tak nazwać... Własny rodzony brat. Już wiedziałam jak się czuje Ross. Wybiegłam z płaczem z restauracji. Gdy doszłam do domu zobaczyłam kartkę. Było na niej napisane:
Ryland poszedł na mecz hokeja, a ja (Ross) poszedłem, a raczej pojechałem się przejść.
Ross :)
Nagle zadzwonił do mnie telefon. Na wyświetlaczu widzniał napis MAMA.
Odebrałam: ( J- Ja, M- Mama.)
J: Halo?
M: Cześć słonko. Co się stało?
J: Byłam w restauracji na randce i pocałowałam się z chłopakiem, ale niestety widział to Rocky, Riker i Ell. Riker do mnie powiedział żebym wypierdalała do domu i nazwał idiotką.
-Już nie płacz... Połóż się, a ja sobie z nim poważnie porozmawiam. Z resztą też.
-Dziękuję. Pa.
-Pa.- Powiedziała moja mama po czym się rozłączyła. Poszłam do swojego pokoju i padłam na łóżko. Było mi już trochę lepiej. Ale jak sobie o tym przypomniałam znów ryczałam jak małe dziecko. Ktoś wszedł do mojego pokoju.
-Co się stało?- Spytał. Domyśliłam się, że to Ross i się nie myliłam.
-Idź...
-Nie. Chcę się z tobą dogadać.
-Ty papugo mała.
-Widzisz? Ja zawsze wiem jak poprawić humor! Randka się nie udała?
-Było super...
-To co się w takim razie stało?- Spytał, a ja opowiedziałam mu wszystko. Przytulił mnie jak skończyłam mówić.
-Dupek.- Odparł tylko.
-Kto?
-Riker.
-Hah.
-I co teraz zamierzasz zrobić?
-Nie wiem... A ty jak się czujesz?
-W sensie?
-Złamanej nogi, skręconej ręki, rozcięć i złamanego nosa.
-Już nie boli mnie nic.
-To super.
-Tylko jak się położę to mnie plecy bolą.
-Wreszcie leki na znieczulenie zaczęły działać.
-Szkoda, że dopiero teraz...
-Zjadłeś obiad?
-Tak.
-Powiedz coś o sobie.
-Moim ulubionym kolorem jest żółty. Mieszkam w Warszawie. Lubie grać na gitarzę. Mam młodszą dwa lata siostrę. Dziwi mnie to, że ja mam blond włosy, a reszta mojej rodziny ma brązowe. Wolę muzykę, od sportu.
-Aha. Ja już ci mówiłam wcześniej o sobie. Która godzina?
-18.
-Dopiero?
-No.- Nagle do pokoju wparował Rocky, Riker i Ratliff. Rocky miał wielkiego białego pluszaka z napisem ,,I love you``, Ten pluszak jest od niego większy?! Riker trzyma w ręcach wielki bukiet z różowymi różami. Ell ma ogromną bombonierę.
-Rydel przepraszam. Przepraszam za te słowa. One wyszły tak same z siebie pod wpływem złości. Wybaczysz nam?- Spytał Riker. A każdy do mnie podszedł i dał mi prezent.
-Jesteście uroczy. Ale ta sytuacja ma mi się więcej nie powtórzyć! Jasne!
-Tak!- Krzyknęli razem.
-Jedziemy do sklepu. Jedziesz z nami?- Spytał Rocky.
-Mogę. Ross też chcesz jechać?
-Nie.- Powiedział i wyjechał na wózku z mojego pokoju. Pojechałam z chłopakami do sklepu.
~Oczami Rossa~
Oni pojechali do sklepu, ja nie miałem ochoty. Dostałem sms`a. Na nim było zdjęcie Karoliny i jakiegoś typka całujących się. Wziąłem gitarę i postanowiłem dokończyć piosenkę.
I jak? Mi się za bardzo nie podoba... Przepraszam za błędy ortograficzne. Jutro albo w niedzielę dodam jeszcze rozdział. Miałam tyle do napisania i wszystko mi wypadło z głowy... Ehh... Jak tam w szkole? Jedyną zaletą u mnie w szkole jest moja klasa... Nie wiem co bym bez moich przyjaciół zrobiła... Wszyscy w szkole są... Jakby to ująć? Hmm... Nudni? Tak to dobre określenie. Jej! Mamy tytuł najgorszej klasy w szkole! Co za zaszczyt! No nie mam weny na notkę... Proszę was o komentowanie! Nawet kurde najprostsze : Czekam na next. Przecież nie trzeba mieć konta, zawsze można z anonima... KOMENTUJESZ=MOTYWUJESZ
P.S
Następny rozdział będzie dłuższy. Jak wolicie krótsze to piszcie w komach. Zawsze mogą być krótsze.